pielęgniarz, Westwood
Awatar użytkownika
29
190
on/jego
about
Tryna find myself some luck but it's running dry. It's like the weather makes it worse in my cloudy mind. I could really use a dose and some paradise.

Post

Trudno było Alfiemu przyzwyczaić się do nowej sytuacji. Szczególnie, że wszystko stało się tak nagle. Przez kilka tygodni po prostu żył jak na autopilocie nie mogąc uwierzyć, że jego ojca już nie ma na tym świecie. Nawet jeśli ból doszedł do niego z opóźnieniem, tak z czasem było tylko łatwiej. W dużej mierze dzięki obecności Avery w jego życiu, która była dla niego ogromnym wsparciem nie tylko w czasie załatwiania formalności związanych z pogrzebem, ale także później. Pomagała również na co dzień. Swoją cierpliwością, wyrozumiałością oraz otwartością. Bliskością, miłością, serdecznością dla niego i… dla mamy i Cornelii, które po śmierci pana Hughesa przed kiloma tygodniami przeniosły się do ich małego mieszkania w Los Angeles.
To była trudna decyzja dla całej czwórki. Anna nie była w stanie mieszkać w tamtym miejscu, które przypominało jej o zmarłym mężu, którym opiekowała się przez wiele lat, nawet jeśli czasem dawał jej w kość swoją zrzędliwością. Ale po jego śmierci długo nie mogła się pozbierać. Po odebraniu zasiłków na opiekę nad Henrym, Alfiego nie stać było na utrzymanie mieszkania w Los Angeles i dużego domu w Cedarville, gdy stało puste, dlatego całą rodziną zdecydowali się - z ogromnym bólem serca, ale i jednocześnie pewnego rodzaju ulgą - sprzedać dom rodzinny zaufanym sąsiadom, u których mieli pewność, że nie zaniedbają gospodarstwa.
I w ten oto sposób cała czwórka znalazła się znów pod jednym dachem. Cornelia i Anna zajęły pokój Avery, a Avery wprowadziła się do Alfiego. Mieszkanie było nieco za małe dla czwórki osób, ale wszyscy znosili to względnie dobrze, przynajmniej na ile Alfie wyczuwał atmosferę. Nawet po kilku tygodniach, kiedy i na ustach Anny zaczął pojawiać się uśmiech, kobieta zaczęła żartować, ożywiła się i stawała w konkury z Avery o miejsce i dostęp do kuchni, Alfie nie miał serca poprosić mamy o wyniesienie się z mieszkania, w którym… im bardziej Anna i Cornelia się rozgaszczały, tym robiło się coraz ciaśniej. Anna mogła podjąć z powrotem pracę, Alfie mógł pomóc mamie w wynajmie mieszkania, przebąkiwał o tym nawet kilka razy, że pomógłby im na początek, a z czasem na pewno poradziłyby sobie we dwie, ale… na razie nia pani Hughes, ani panienka Hughes nie wydawały się zainteresowane propozycją.
Jedynym plusem całego tego zajścia - o ile można tak było mówić - było ograniczenie pracy przez Alfiego. Dlatego w ten sobotni poranek - kiedy obudziły go głosy z salonu uciszających się pań Hughes “cicho, cicho, młodzi jeszcze śpią, daj im pospać, no nie hałasuj tak!”, Alfie jęknął przeciągle wtulając twarz we włosy Avery i jeszcze mocniej objął ją w talii przyciągając kolana do jej kolan. Na piękną łyżeczkę!
- Czy to ten moment, kiedy powinienem im wprost powiedzieć, żeby się wyniosły? - zapytał zaspanym głosem i przetarł zaspane oczy i po wpadającym do pokoju słońcu starał się ocenić, która jest godzina, bo był tak leniwy, że nie chciało mu się obrócić na drugi bok, żeby się upewnić.
W sumie to… nawet nie zarejestrował, czy Vee jeszcze spała, czy - tak jak on - została obudzona poranną krzątaniną Anny i Cornelii.

Avery Wright
gotuję w najlepszej restauracji w LA, Westwood
Awatar użytkownika
27
177
ona/jej
about
I want you to know that I'm never leaving 'cause I'm Mrs. Snow, 'til death we'll be freezing.

Post

Obudziła się od razu, kiedy tylko usłyszała tupot stóp po mieszkaniu. Nie odezwała się jednak słowem, a przekręciła na bok, wsunęła prawą dłoń pod poduszkę i na powrót przymknęła powieki, po cichu licząc na to, że sen jeszcze wróci. Niestety. Do porannej krzątaniny obu pań zaraz doszły dźwięki czajnika w kuchni, telewizora w salonie, ich przyciszonych głosów, miauczenia kota. Jedynymi słowy - nie było jeszcze godziny ósmej, a cały dom był już na nogach. Cały poza nimi, bo Alfie wciąż leżał nieruchomo i prawdopodobnie spał, a ona sama chociaż przytomna, stanowczo odmawiała wyjścia z łóżka. Nieczęsto zdarzała się im wspólna wolna sobota i mimo niesprzyjających okoliczności, miała zamiar się nią rozkoszować tak bardzo, jak tylko była w stanie. Starając się przy tym, nie zastanawiać, co pomyśli sobie Anna, jeśli do godziny dziesiątej nie wyjdą z sypialni. Ale przecież mieli prawo być zmęczeni! Alfie może i pracował mniej, ale bycie w żałobie pochłaniało ogrom jego energii, a ona sama oprócz tego, że od kilku tygodni była szalenie wspierającą dziewczyną, była też niejako panią domu i robiła wszystko, żeby zadbać o komfort pozostałych gości i chociaż odrobinę ulżyć im w cierpieniu. Pomóc przejść przez ten bolesny, powolny proces godzenia się z odejściem ukochanej osoby.
Zatopiona we własnych myślach aż się wzdrygnęła, kiedy się do niej przytulił. Wystarczyło jednak, żeby usłyszała jego słowa, a zaśmiała się cicho. Nie chciała niczego mu sugerować, ani tym bardziej do czegokolwiek go namawiać, w końcu tu nie chodziło o jej, a jego rodzinę. Fakt faktem jednak, powoli zaczynała tęsknić za czasami, kiedy mieli całe mieszkanie tylko dla siebie (i kota!). Bo owszem, uwielbiała towarzystwo jego mamy i siostry, cieszyły ją wspólne wieczorki filmowe i razem jedzone kolacje tyle, że... odzwyczaiła się od bycia z kimś dwadzieścia cztery godziny na dobę. A, że obie Panie Hughes należały do wyjątkowo wygadanych, ucieczka i zamknięcie się we własnym pokoju nie wchodziły nawet w grę, bo zaraz jedna pukała do drzwi i wołała ją na herbatkę, a druga namawiała do wieczornego wyjścia na miasto, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, że czasami jedynym czego potrzebowała Vee była chwila spokoju. Tyle, że nie miała odwagi powiedzieć im tego w twarz, bo przecież... "Każdy inaczej przeżywa żałobę. Daj im jeszcze czas" poprosiła się miękko i obróciła tak, że natychmiast wpadła jego w objęcia. A skoro leżeli już twarzami zwróconymi do siebie, mogła wreszcie spojrzeć mu w oczy, pogłaskać go po policzku i posłać mu swój najpiękniejszy uśmiech, w ten oto sposób rozjaśniając cały poranek. A przynajmniej się starając! "Wiem, że cała ta sytuacja jest dla Ciebie szalenie trudna. I że chciałbyś już, żeby się w końcu wyniosły, ale pomyśl... Macie tylko siebie. Jesteś najbliższą i najważniejszą dla nich osobą, nic dziwnego, że razem z Tobą chcą spędzać ten trudny czas" cmoknęła go w kącik ust. "Anna z każdym dniem nabiera coraz większego wigoru. Cornelia jest zakochana w Los Angeles. Obie każdego dnia czekają aż tylko wrócisz z pracy i będą mogły opowiedzieć Ci, jak minął im dzień, gdzie były i co robiły" zaśmiała się cicho. "Może nie chcą przeprowadzić się do swojego mieszkania, bo boją się wszechobecnej ciszy? Potrzebują jeszcze trochę czasu, żeby się zaklimatyzować w nowym miejscu?" zasugerowała łagodnie. "To nie potrwa w nieskończoność. Dasz radę wytrzymać jeszcze trochę?" zapytała, tym razem cmokając go w usta. "Jeśli chcesz, mogę spróbować porozmawiać z Twoją mamą. Nie wiemy, jak zareaguje, a ostatnie czego bym chciała, to żebyście się teraz kłócili. Potrzebujecie się nawzajem" dodała, chowając twarz w jego klatkę piersiową. Nie sądziła, że Alfie pójdzie na coś takiego, wszak zawsze brał pełną odpowiedzialność za swoje myśli i uczucia. Nie byłaby jednak sobą, gdyby nie zaproponowała takiego rozwiązania.

Alfie Hughes
pielęgniarz, Westwood
Awatar użytkownika
29
190
on/jego
about
Tryna find myself some luck but it's running dry. It's like the weather makes it worse in my cloudy mind. I could really use a dose and some paradise.

Post

Wiedział, że nie powinien naciskać ani na mamę, ani na siostrę w żaden sposób. To one żyły z ojcem na co dzień. To one pomagały mu w codziennym funkcjonowaniu. To one spędzały z nim wieczory na rozmowach, grach planszowych czy karcianych, oglądaniu wspólnie telewizji czy głupich seriali. On od dziesięciu lat był w Los Angeles. Pojawiał się w domu raz lub dwa razy do roku. I chociaż cierpiał po stracie ojca, tak ostatecznie to obie panie miały trudniejszy okres żałoby do przeżycia.
Westchnął ciężko przewracając się na plecy. Nie chciał wyganiać swoich bliskich, ale potrzebował też trochę przestrzeni. Szczególnie, że mimo iż miał teoretycznie więcej czasu, bo nie musiał pracować na kilka zmian, to i tak zamiast spędzać go z Avery, w większości siedzieli we czwórkę. Co oznaczało, że wciąż mieli dla siebie tylko te cztery godziny w tygodniu. Kiedy w tym samym czasie mama i Cornelia wychodziły z domu, co zdarzało się rzadko, bo Anna nie znała miasta i bała się wypuszczać dalej niż do pobliskiego marketu i kościoła.
- Nie wiem, na ile ta sytuacja jest dla mnie trudna - przyznał z kolejnym westchnieniem i przejechał językiem po wysuszonych wargach podkładając rękę pod głowę. - Tak naprawdę nie wiem, na ile rzeczywiście przeżywam tę śmierć, a na ile zmuszam się do przeżywania, bo to był jednak mój ojciec… - nie wiedział jak to sensownie wytłumaczyć, dlatego umilkł na chwilę, żeby się zastanowić. - Kochałem go, oczywiście. Tylko dystans odległościowy między nami oraz moje przepracowanie sprawiły, że mimo żalu… odetchnąłem… - nie wiedział, czy Avery rozumie, co chce jej przez to powiedzieć. Nie chciał wyjść na nieczułego i bezwzględnego. Ale jednak duże brzemię spadło z jego pleców. I dopiero kiedy spadło zrozumiał, że jego praca była ponad ludzkie siły i możliwości. I domyślał się, że mama - która poświęciła swoją pracę dla opieki nad ojcem - mogła poczuć poniekąd to samo… Zapętlił się jednak w swoich wyjaśnieniach i machnął tylko ręką, żeby zapomniała.
- Nie wiem, Avery, nie lubię tak gdybać - powiedział trochę ciężko, bo był rozdarty. Z jednej strony naprawdę nie lubił gdybać, ale z drugiej nie chciał naruszyć stabilności matki. A widział, że jest z dnia na dzień coraz lepiej. Czy gdyby zaczął o tym rozmawiać, nie zapadłaby się znów w swoją żałobę? Co tylko odciągnęłoby w czasie przeprowadzkę. - Dzięki, ale sam powinienem z nimi o tym porozmawiać. Może nie jestem mistrzem taktu, ale to moja mama i siostra. Jakoś do nich dotrę - powiedział bez przekonania, wręcz z apatią. - Czuję się teraz jak wyrodny syn - zaśmiał się trochę nerwowo i przeczesał palcami włosy, znów podpierając głowę na przedramieniu i patrząc w sufit. Obrócił zaraz głowę do boku i spojrzał na Avery z uśmiechem. - Dziękuję, że jesteś taka wyrozumiała. Ta sytuacja dotyczy ciebie nie mniej niż mnie, a wydajesz się mniej narzekać niż ja - przekręcił się na bok i podparł głowę na ręce zgiętej w łokciu. - Nie przeszkadza ci ta sytuacja? Też tu mieszkasz, masz prawo do tego, żeby wypowiedzieć swoje zdanie - dając jej lekkiego pstryczka w nos zachęcił ją do tego, żeby i ona powiedziała, co o tym myśli.
Jego zdanie już znała, bo mimo wszystko nie zmieniło się przez ten czas.

Avery Wright
gotuję w najlepszej restauracji w LA, Westwood
Awatar użytkownika
27
177
ona/jej
about
I want you to know that I'm never leaving 'cause I'm Mrs. Snow, 'til death we'll be freezing.

Post

Przez chwilę nie mówiła nic, po prostu leżała w niego wtulona i słuchała. Miał prawo czuć się zagubiony, miał prawo mieć mętlik w głowie, miał prawo nie do końca odnajdywać się w nowej rzeczywistości - i ona wszystko to doskonałe rozumiała. Sama trzykrotnie musiała mierzyć się z ogromną stratą - najpierw obojga rodziców, potem dziadka i parę lat później babci. I jeśli tamte doświadczenia czegoś ją doświadczyły, to że każde odejście bliskiej osoby przeżywa się inaczej. I w zupełnie innym tempie. Nie mówiąc o tym, że nie zawsze chwytamy się tych samych sposobów radzenia sobie z bólem. Alfie przez kilka tygodni głęboko tkwił w fazie wyparcia, niby wiedział, co się wokół niego działo, a jednak własnych uczuć nie dopuszczał do głosu. Tym bardziej więc cieszyło ją to, że w końcu się przełamywał i przed nią otwierał. Nawet, jeśli to było dla niego niewygodne i zamiast ulgi (?) przynosiło dyskomfort, wiedziała, że robi on właśnie krok do przodu. I bardzo mocno go w tym wspierała.
"Rozumiem" zapewniła cicho, cmokając go w odkryte ramię. Może nigdy nie była w jego butach, ale przecież była z nim przez te ostatnie miesiące i widziała, jak zaharowywał się na śmierć, jak wielkie wyrzuty sumienia miał, gdy spędzał czas z nią, zamiast brać kolejne dodatkowe zmiany w szpitalu, jak w imię rodziny poświęcał całe swoje życie prywatne i uczuciowe, nie skarżąc się nawet słowem. Ale wszystko to w nim gdzieś siedziało i teraz, gdy wreszcie mógł zwolnić, wychodziło na powierzchnię, co przerażało go do żywego, bo jak sam to powiedział, czuł się jak syn marnotrawny. "Masz prawo czuć się dokładnie tak, jak się czujesz. I nie jest to powód do wstydu" dodała, uśmiechając się lekko. I pewnie powiedziałaby coś więcej, ale kątem oka zarejestrowała jak lekceważąco machnął ręką dlatego na moment znów zasznurowała usta, zapisując w pamięci, aby później wrócić do tego tematu. Bo zależało jej na tym, żeby Alfie wiedział, że może do niej przyjść z każdą sprawa. I że zawsze może na nią liczyć, a ona przy nim usiądzie, wysłucha, doradzi jeśli tylko będzie mogła i co ważne - zrobi to wszystko bez osądzania. A jeśli jej pomoc to było za mało, chłopak zawsze mógł zwrócić się do specjalisty, a ona by go w tej decyzji wspierała. I gdyby była taka konieczność, na pewno by mu się dorzuciła do terapii (a raczej pożyczyła, to była bardziej prawdopodobna opcja; nie sądziła, że luby kiedykolwiek by się zgodził i przyjął od niej jakiekolwiek pieniądze). "Może teraz tak się czujesz, ale pozwól, że coś Ci powiem. Nie jesteś wyrodnym synem, ani wyrodnym bratem. Zawsze robiłeś wszystko co w swojej mocy, żeby dbać o swoich bliskich i chociaż teraz tak tego nie postrzegasz, nic się w tym temacie nie zmieniło" dodała, głaszcząc go po policzku. Kiedyś jego rodzina potrzebowała pieniędzy, teraz dachu nad głową, ciepła i bliskości, a on im właśnie tego zapewniał. "Pytasz mnie, jak radzę sobie w tej nowej sytuacji, w której nie mogę chodzić po domu bez spodni i obściskiwać się z Tobą na kanapie?" zapytała ze śmiechem, wskakując na niego. Nie po to, żeby zacząć się do niego dobierać, a trochę powygłupiać i rozładować wcześniejszą dość ciężką atmosferę. "Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie tęsknię za czasami, w których mogłam paradować tylko w majtkach. I za migdaleniem się z Tobą w salonie też " zanim się zaśmiała, skradła mu szybkiego buziaka. "Ale nie będzie to trwać wiecznie. I jestem w stanie dać im tyle czasu, ile tylko będą potrzebowały, albo ile Ty będziesz w stanie im dać" puściła im oczko. "A tymczasem... co powiesz na małe wagary? Cornie od tygodnia papla o tym nowym filmie, na który chciała by się wybrać. Może podrzucimy ją z Anną do kina, a sami... uciekniemy gdzieś?" zaproponowała, nim jednak luby zdążył się odezwać, dziewczyna postanowiła lekko zmodyfikować swój plan. "Cofam to, co teraz powiedziałam. Nie chcę z Tobą uciec. Chcę Cię porwać" wyszczerzyła się w uśmiechu, czekając na jego odpowiedź.

Alfie Hughes
pielęgniarz, Westwood
Awatar użytkownika
29
190
on/jego
about
Tryna find myself some luck but it's running dry. It's like the weather makes it worse in my cloudy mind. I could really use a dose and some paradise.

Post

Nie wstydził się swoich uczuć. Akceptował je i przyjmował takie, jakie były. Już dawno przestał biczować się za to, co pojawiało się w jego emocjach. Tylko tym razem było trochę inaczej. Do tej pory nie musiał się mierzyć ze śmiercią bliskiej osoby. Ojca. A jego poczucie ulgi i zwolnienie z jednej strony było wyzwalające, a z drugiej wprawiające w dyskomfort. Co wydawało mu się niewłaściwe z perspektywy ojca. I jednocześnie bardzo właściwe z jego własnej perspektywy. Miał mieszane uczucia, aczkolwiek nie winił się za nie. On nie. Ale nie tylko on w tym tkwił.
- Chciałbym, żeby mama była tak wyrozumiała jak ty. Wiem, że mnie kocha, ale czasem mam wrażenie, że patrzy na mnie z wyrzutem, jakby to, że się śmieję z czegoś tak krótko po pogrzebie, godziło w jej żałobę albo uczucia… - westchnął cicho, ale doskonale rozumiał, że Anna też potrzebuje czasu i wyrozumiałości względem niej. Nawet jeśli nie nosił żałobnej czerni ani nie chodził na msze, jakie pani Hughes zamawiała w intencji ojca, to przeżywał stratę ojca po swojemu. Nie obchodziły go obrzędy religijne, przestał chodzić do kościoła i wierzyć, kiedy przez ponad rok niemal nie wychodził ze szpitala w trakcie leczenia nowotworu. Starał się jednak szanować wierzenia matki, nawet jeśli czasem wzdychał zbyt ostentacyjnie, gdy dawała mu do zrozumienia, że “powinien” pójść z nią. Był i na to wyrozumiały. W końcu to Anna przeżyła z ojcem najdłużej, to ona znała go najlepiej. I kochała najbardziej. Dopiero teraz zaczynał rozumieć, że naprawdę nie powinien poganiać mamy i siostry i dać im tyle przestrzeni, ile potrzebowały.
Nawet jeśli on też potrzebował tej przestrzeni dla siebie. Ale wytrzymał tyle lat w gorszych warunkach, czym będzie dodatkowe kilka miesięcy w perspektywie kilkunastu lat? Zrobił głęboki wdech i wydech, aby powściągnąć swoje nakręcanie się. I akurat w tym momencie Avery niespodziewanie na nim usiadła, a on stęknął zaskoczony tym zajściem, choć chwilę później już się zaśmiał słuchając jej słów.
- Chodziło mi raczej o to, że mama przejmuje obowiązki gospodyni i zaczyna się szarogęsić w kuchni. Nie czujesz się zagrożona obecnością teściowej na swoim rewirze? - zapytał z rozbawieniem podszczypując ją lekko w uda, kiedy siedziała na nim okrakiem. - Oj, Wendy, Wendy! - przeturlał się tak, że teraz to ona leżała plecami na materacu, a on zawisł nad nią. Musiałaś być naprawdę nudną i porządną uczennicą, skoro chcesz wagarować w sobotę - zaśmiał się, cmoknął ją na szybko w usta, a widząc jej oburzenie, zaraz się poprawił. - Zgadzam się bez najmniejszego szemrania, potrzebuję przerwy od domu - wywrócił lekko oczami, co nie miało znaczyć, że chce się odciąć od rodziny, co… potrzebował naprawdę kilku godzin oddechu - śmiało możesz mnie porywać! - powiedział wesoło, przygryzł lekko jej dolną wargę i wstał z łóżka, żeby się ubrać, bo głosy za ścianą zwiastowały zbliżające się śniadanie. - Powiesz mi coś o tym miejscu, czy standardowo mam się spodziewać niespodzianki? - zapytał spoglądając na nią w odbiciu lustrzanym, kiedy zakładał przez głowę jeden z t-shirtów, wcześniej oczywiście sprawdzając, czy jest wystarczająco świeży, żeby go założyć.

Avery Wright
gotuję w najlepszej restauracji w LA, Westwood
Awatar użytkownika
27
177
ona/jej
about
I want you to know that I'm never leaving 'cause I'm Mrs. Snow, 'til death we'll be freezing.

Post

Nie mógł zmienić podejścia swojej mamy, jej katolickiego przekonania, że po odejściu bliskiej osoby należy pogrążyć się w głębokim smutku i stagnacji - nie musiał jednak przyjmować jej przekonań. Śmierć ojca mógł przeżywać po swojemu. Bo nie było złych i dobrych sposobów na radzenie sobie ze stratą, były jedynie różne. A Vee dzielnie tkwiąc u jego boku co jakiś czas mu o tym przypominała. I podsuwała argument, że jego tata na pewno nie chciałby, żeby przez kolejne miesiące chodził przybity i zmarnowany. Ani, żeby jeszcze więcej wspaniałych rzeczy go ominęło, bo przecież przez ostatnie lata praktycznie ze wszystkich musiał zrezygnować. Kiedy miał żyć, jak nie teraz?
Na jego pytanie, czy nie czuje się zagrożona obecnością Anny zmarszczyła nos i zrobiła dziwną minę. Raz, że nigdy się nad tym nie zastanawiała, a dwa, że w chwili, kiedy Alfie wypowiedział to zdanie, w jej mózgu doszło do jakiegoś zwarcia, bo nie spodziewała się, że kiedykolwiek usłyszy te słowa w takiej konfiguracji. Zagrożenie kojarzyło się jej z czymś niedobrym, a teściowa z czymś wręcz przeciwnie - z tym, że kiedyś zostanie jego żoną! A to z kolei bardzo jej odpowiadało, bo podobała się jej taka wizja przyszłości. "A mam się czego obawiać?" zapytała w końcu, mrużąc lekko oczy. Może i była strachliwa, ale w Pani Hughes nie widziała żadnej konkurencji. Jakby mogła, kiedy Anna była dla niej taka miła, pakowała jej do pracy śniadania i traktowała jak rodzoną córkę? A to, że zepchnęła ją z pozycji najlepszej kucharki w tym domu? Vee znała swoje miejsce! I wiedziała, że z maminą kuchnią nie może rywalizować, bo w większości przypadków Alfie i tak wybierze te dobrze sobie znane, domowe smaki. I wcale by go za to nie winiła, bo gdyby żyli jej rodzice czy dziadkowie, postąpiłaby dokładnie tak samo. "Dopóki jej rządy nie dotykają tego pokoju, nie mam nic przeciwko" zapewniła ze śmiechem, pozwalając, żeby luby przeturlał ją z powrotem na materac. "Przyznaję bez bicia, byłam straszną nudziarą. Wiecznie z nosem w książkach. Ale to... mam nadzieję, że Ci się spodoba" uśmiechnęła się szeroko, wpatrując w jego błyszczące oczy. A potem obserwując jak zsuwa się z materaca i zaczyna ubierać - co swoją drogą ona również powinna uczynić, ale tak wygodnie się jej leżało! "Tym razem nie będę trzymać Cię w niepewności i uchylę rąbka tajemnicy, ale tylko dlatego, że potrzebuję Twojej pomocy" wyjaśniła enigmatycznie, zrywając się z miejsca i pędząc do swojego biurka, na którego wierzchu trzymała stos papierów. Chwyciła za długopis, odliczyła sześć kartek, a potem zasłaniając się tak bardzo jak tylko się dało, zaczęła na nich pisać. "Okej, runda pierwsza. Główna rozrywka" zaczęła pogodnie, chowając obie kartki za plecami. "Która ręka, prawa czy lewa?" zapytała podekscytowana, czekając aż chłopak wylosuje.
Spoiler

lewa ręka = gokarty
prawa ręka = salon gier (flipery itd.)
Alfie Hughes
pielęgniarz, Westwood
Awatar użytkownika
29
190
on/jego
about
Tryna find myself some luck but it's running dry. It's like the weather makes it worse in my cloudy mind. I could really use a dose and some paradise.

Post

Zaśmiał się słysząc właśnie taką odpowiedź z jej strony. Był pewien, że zaraz zasypie go gradem wątpliwości, a jednak przyjemnie się rozczarował słysząc jej pytanie. Pokręcił głową z przekonaniem i pocałował ją w odsłonięte czoło, znajdujące się nieco poniżej jego twarzy, kiedy jej głowa spoczywała na jego klatce piersiowej. Na szczęście Anna absolutnie nie mieszała się w życie prywatne swojego syna, przez co nie komentowała faktu, że śpi z Avery w jednym pokoju ani nie próbowała wpływać na jego wybory życiowe. Przynajmniej tyle. Dopóki bezpośrednio nie robiła podjazdów do sposobu życia syna, faktycznie nie była tak nieznośna, jak Alfie ją czasem postrzegał.
Co nie zmieniało faktu, że naprawdę łaknął prywatności.
- Nie uważam cię za nudziarę - oburzył się przeglądając się w lustrze. Obrócił się i zmierzył ją wzrokiem celując w nią palcem. Podparł się pod boki zastanawiając się nad czymś podczas uważnego przyglądania się kobiecie, aż wreszcie pokiwał głową zgadzając się w czymś sam ze sobą. - Ale w okularach zerówkach przy tych książkach wyglądałaś na pewno seksownie! - powiedział z rozbawieniem dzieląc się wreszcie z nią swoimi myślami. Był jednak ciekawy tego, co przygotowała dla niego na dzisiejszą niespodziankę i “wagary”, toteż ubrawszy się wreszcie “po ludzku” przysiadł w nogach łóżka, aby posłuchać tego, co Avery miała mu do powiedzenia. Spojrzał na nią zaciekawiony, gdy wspomniała o pomocy, bo takimi tekstami tylko rozbudzała jego ciekawość! Obserwował jak zerwała się z łóżka z narastającym zaintrygowaniem, bo absolutnie nie miał nawet wyobrażenia, co to mogłoby być takiego.
- Runda pierwsza? Główna rozgrywka? - zapytał z rozbawieniem unosząc obie brwi ku górze i patrząc, jak chowa dłonie za swoimi plecami. To wszystko brzmiało naprawdę tajemniczo. I Alfie czuł coraz większą ekscytację. Zupełnie jakby był dzieckiem i bawił się w jakieś podchody. - Aha, czyli mam wybrać jedną z dwóch aktywności? - zapytał przykładając palec do ust w geście zastanawiania się, którą opcję wybrać. - Lewa! - wypalił wreszcie głośniej niż powinien i podskoczył podekscytowany na łóżku kilka razy. - Piszę się na wszystko, ale musisz mi obiecać, że wyjdę z tego cały! - powiedział z rozbwieniem i kiedy Avery wyciągnęła ręce przed siebie, żeby sprawdzić, co wylosował, złapał za drugą jej rękę. - Nie pokazuj mi tego! To będzie nasz pomysł na spędzenie kolejnego weekendu! - zaproponował, bo… Alfie lubił niespodzianki. A jeśli Avery coś przygotowała, to chętnie wykorzysta wszystkie opcje! Odrzucenie którejś z nich byłoby marnotrawstwem! - Pozostałe “rundy” mam rozegrać od razu? - zapytał wesoło zerkając nad jej ramieniem na biurko, czy czeka tam go jakaś podpowiedź odnośnie tego, co jeszcze go czeka.

Avery Wright
gotuję w najlepszej restauracji w LA, Westwood
Awatar użytkownika
27
177
ona/jej
about
I want you to know that I'm never leaving 'cause I'm Mrs. Snow, 'til death we'll be freezing.

Post

Spojrzała na niego z miną "no masz szczęście", a potem głośno się zaśmiała. Już dawno wyrosła z przekonania, że gdyby była bardziej rozrywkowa, częściej robiłaby jakieś niebezpieczne rzeczy, piła więcej alkoholu, z automatu byłaby też o wiele bardziej atrakcyjna i ciekawa. Raz, że w siedzeniu z nosem w książkach nie było nic złego, a dwa, że próbowała już przecież robić pewne rzeczy wbrew sobie i nigdy nie kończyło się to dobrze. Bo imprezowa Vee to nie była ona. Ze swoim introwertyzmem źle się czuła w dużych skupiskach ludzi, do używek jej nigdy nie ciągnęło, no i co w tym wszystkim najważniejsze - Wright doszła w końcu do takiego etapu, że mając tych dwadzieścia osiem lat naprawdę lubiła siebie, a że Alfie zapewniał ją, że nie podoba mu się tylko jej powłoka, ale również wnętrze, mogła odetchnąć z ulgą.
"Kto wie, może kiedyś będziesz miał okazję zobaczyć mnie w takim wydaniu. W okularach, ładnej bieliźnie i z ulubioną książką" puściła mu oczko. Niestety, obecność jego siostry i mamy sprawiała, że Alfie nie miał co na to prędko liczyć. Bo chociaż to, że byli parą i chcieli być ze sobą blisko było całkowicie normalne, tak świadomość, że obie Panie spały za ścianą skutecznie studziła jej zapędy. Gdyby przecież któraś z nich ich usłyszała? Vee spaliłaby się wtedy ze wstydu! Poza tym, nie w taki sposób chciała przeżyć ich pierwszy raz - w stresie, pod presją czasu, z publicznością w pokoju obok, a w nieco bardziej romantycznych warunkach. Będąc tylko we dwoje, bez pośpiechu, z czułością. Tyle jednak na to czekała, że mogła poczekać jeszcze trochę. Zwłaszcza, że widziała, że i jego coraz bardziej frustruje to, że nie mogą spędzać sam na sam tyle czasu, ile by z nią chciał.
"Wybacz mój drogi. Nie zwykłam składać obietnic bez pokrycia. Mogę za to obiecać, że cały czas będę miała na Ciebie oko" rzuciła wesoło. Gokarty to nie był jakiś niebezpieczny sport, ale wiadomo, pewnych sytuacji nie sposób było przewidzieć. Alfie mógł być jednak pewny, że przez całą randkę Vee ani na moment się od niego nie odklei, a w razie czego obolałe miejsce jakże fachowo ojoja, a potem w ramach nagrody pocieszenia zabierze go na deser (tak, przed obiadem!).
"Nie. Do pozostałych rund jeszcze wrócimy. Schowam karteczki do plecaka i wyciągnę je, kiedy przyjdzie pora" uśmiechnęła się szeroko. A potem, gdy byli już ubrani i spakowani, ruszyli razem do kuchni, zjedli wspólne śniadanko z dziewczynami i zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami, podrzucili je do kina.
"Jeździłeś kiedyś na gokartach?" zapytała, kiedy właśnie kończyła parkować pod torem. Sama za kółkiem mini wyścigówki siedziała tylko raz. Pamiętała jednak, że świetnie się wtedy bawiła i miała nadzieję, że Alfiemu również się teraz spodoba. Nie miał on co prawda jeszcze prawka, ale sterowanie pojazdem było o wiele łatwiejsze niż prowadzenie prawdziwego samochodu (co z resztą też szło mu całkiem nieźle, za każdym razem lepiej od poprzedniego!). "Jeśli na początek chciałbyś się oswoić, możemy wynająć jeden i jeździć nim na zmianę. A jeśli masz już jakieś doświadczenie, albo jeśli czujesz, że będziesz w tym świetny... co powiesz na wyścigi?" zapytała, zabawnie falując brwiami. Po jej błyszczących oczach chyba było widać, na którą liczy odpowiedź!

Alfie Hughes
pielęgniarz, Westwood
Awatar użytkownika
29
190
on/jego
about
Tryna find myself some luck but it's running dry. It's like the weather makes it worse in my cloudy mind. I could really use a dose and some paradise.

Post

Już pomijając fakt, że ładna bielizna wcale nie była wymagana - a wręcz w jego wyobrażeniu była w oversizowym swetrze z rozciągniętymi rękawami naciągniętymi na dłonie po same palce - nabrał głęboko powietrze do płuc, nadął policzki, ale zrobił głośny wydech nosem i unosząc oczy do góry napiął mięśnie lewej strony twarzy, aby wygiąć usta w grymasie. Było to oczywiście w formie żartu, bo zaraz się roześmiał uderzając dłońmi o swoje uda z głośnym plaskiem. Dopóki miał na głowie tak dużo obowiązków, że nie wyrabiał się na zakrętach i tkwił w permanentnym - nawet jeśli nie uświadomionym - stresie, niespecjalnie myślał o pogłębianiu zbliżeń między nim a Avery. A kiedy wreszcie miał okazję odetchnąć od pracy, od presji, od oczekiwań samego siebie względem siebie, odpoczął na tyle, że nie musiał już ciągle żyć a napięciu i mógł wyluzować - role się zamieniły i przez obecność jego matki i siostry w sąsiednim pokoju, to Wright stroniła od zbliżeń!
No i bądź tu mądry i pisz wiersze!
Niemniej Alfie był daleki od napierania na nią w jakikolwiek sposób! Był cierpliwy. I wiedział, że prędzej czy później i na nich przyjdzie odpowiedni moment. Na razie nigdzie mu się nie spieszyło. Dosłownie. W końcu cała sobota była przed nimi. Cała. Nie cztery godziny tygodniowo. Czasami wciąż nie mógł w to uwierzyć.
W pierwszej chwili zaskoczyła go tą odpowiedzią, ale ostatecznie zaśmiał się wesoło, bo to jeszcze bardziej rozbudziło jego ciekawość! Z drugiej strony nie wyobrażał sobie Avery w jakiejkolwiek niebezpiecznej sytuacji!
Pokiwał głową, gdy obiecała zabrać ze sobą resztę karteczek i jak zwykle pozostawił to niespodziance. Niemniej gokarty nie wydawały się być czymś szczególnie skomplikowanym. Alfie nigdy nie należał do ludzi lubiących rywalizację. Ale od kiedy poczuł się swobodniej, zachciało mu się odrobiny konkurencji, więc wcale nie zamierzał jechać jednym samochodzikiem z Avery, a od razu się ścigać!
Pokręcił przecząco głową, że nie jechał, ale patrzył już na ustawione w rzędzie gokarty i rozejrzał się po placu, na którym się nimi jeździło. Aż gwizdnął, jak ktoś przejechał koło niego z taką prędkością, że wydawało mu się, że to przynajmniej sto kilometrów na godzinę! Oczy zaświeciły mu się jak moneta dziesięciodolarowa.
- No coś ty! Od razu zaczynamy od wyścigów! - zakrzyknął z entuzjazmem klaszcząc w ręce. Od tamtej randki na lodowisku nie czuł się tak swobodnie i dziecięco, a potrzebował tego bardziej, niż sam przed sobą przyznawał. Może nie skończyłem jeszcze prawa jazdy, ale to żadna filozofia chyba, co? - zapytał zaglądając do jednego z samochodzików. - A ty? Jeździłaś kiedyś? - chociaż bardzo go korciło, nie wszedł do środka, a czekał na osobę odpowiedzialną za przeszkolenie z obsługi i zasad panujących na torze. - Może jakiś mały zakład, żeby dodać tej rywalizacji trochę więcej polotu niż zwycięstwo dla samego zwycięstwa? - zaproponował trącając lekko Avery łokciem w żebra. - Zakład o jakieś małe lub większe życzenie w ciemno? A może masz ochotę na coś konkretnego? - podparł się pod boki i spojrzał na nią z szelmowskim uśmiechem.

Avery Wright
gotuję w najlepszej restauracji w LA, Westwood
Awatar użytkownika
27
177
ona/jej
about
I want you to know that I'm never leaving 'cause I'm Mrs. Snow, 'til death we'll be freezing.

Post

Słysząc jego słowa przyklasnęła w obie dłonie i podskoczyła lekko, bo... na taką właśnie odpowiedź liczyła! Mimo tego, że nie była jakąś wielką fanką adrenaliny, wizja wyścigów na torze niesamowicie ją ekscytowała. Zwłaszcza, że nie tylko Alfie, ale ona również miała w sobie rzeczy, które chciałaby z siebie wyrzucić, a co było lepszym sposobem niż zdrowa rywalizacja? No właśnie! Przyglądając się, jak na twarzy lubego pojawia się coraz większy uśmiech sama była w skowronkach. Oczy się jej świeciły, kąciki ust mimowolnie wznosiły ku górze. Wprost nie mogła się doczekać, aż każde z nich znajdzie się za kierownicą własnego pojazdu. Zanim to jednak nastąpi - najpierw organizacyjne szczegóły. I odpowiedź na kilka pytań blondyna.
"Raz. Pamiętam, że bardzo mi się wtedy podobało" odparła wesoło, kątem oka zerkając to na niego, to na zaparkowane przed placem pojazdy. Jazda nimi nie była trudna. Przycisków, drążków czy uchwytów było mniej niż w prawdziwym samochodzie. W dodatku gokartami można było się poruszać tylko po specjalnych pasach, a to minimalizowało ilość przykrych wypadków na drodze. "Zakład powiadasz?" zapytała, uśmiechając się zadziornie. Jeszcze nie powiedział nawet o co, a ona już miała w głowie kilka propozycji. Wszystkie do siebie podobne, bo związane z byciem tylko we dwoje. Ale czy można było się jej dziwić, skoro przez ostatnie miesiące żyła jak zakonnica i nie figlowała nawet z wibratorem, bo było jej głupio? Nie tyle co z obecności chłopaka, a tego, że znów, teściowa spała za ścianą obok. "O tak, mam życzenie. Bardzo konkretne życzenie" zaśmiała się nerwowo, a na jej policzki wpełzły rumieńce. "Jeśli wygram ja... zrobisz mi powolny, zmysłowy masaż całego - podkreślam całego - ciała" zaczęła, wpatrując się w niego z oczekiwaniem, jakby pragnąć wybadać jego reakcję. "A jeśli wygrasz Ty, wtedy..." urwała, żeby Hughes mógł wypowiedzieć swoje życzenie. A kiedy to się już stało, podeszła do okienka, zapłaciła za wypożyczenie dwóch wyścigówek i poprosiła instruktora, aby fachowo ich przeszkolił, zanim założą kaski i ruszą w trasę. "Okej, ścigamy się do trzech pełnych okrążeń. Powodzenia" cmoknęła lubego w usta, a potem podbiegła do swojej maszyny i wskoczyła na fotel kierowcy, od razu zapinając się pasami bezpieczeństwa.
Przy pierwszym kółku była minimalnie od niego szybsza, niestety przy drugim on znacznie ją wyprzedził, co znaczyło, że... mieli jednakowe szanse na wygranie. Tylko, czy jednakowo mocno im na tym zależało? Vee miała wrażenie, że dla Alfiego to była tylko zabawa. Ona sama z kolei bardzo mocno liczyła na romantyczną randkę przy zapalonych świeczkach i z olejkami eterycznymi w tle. Aby się ona udała skłonna była nawet wygonić jego mamę i siostrę na cały wieczór, zawieźć je do teatru czy załatwić stolik w restauracji, w której wciąż pracowała i opłacić wszystkie pozycje z karty. Bo może i wzbraniała się przed bliskością chłopaka, ale nie znaczyło to, że jej nie potrzebowała. I że jej nie chciała. "Już prawie!" zawołała, gdy meta pojawiła się już na horyzoncie. Przez ryk silników Alfie jednak raczej niczego nie usłyszał.

Alfie Hughes
pielęgniarz, Westwood
Awatar użytkownika
29
190
on/jego
about
Tryna find myself some luck but it's running dry. It's like the weather makes it worse in my cloudy mind. I could really use a dose and some paradise.

Post

Czy przejmował się faktem, że Avery miała większe doświadczenie zarówno w prowadzeniu jakiegokolwiek auta, nie mówiąc już o tym, że kiedyś jeździła gokartami i miała nad nim miażdżącą przewagę? Nie, absolutnie nie! Nie przeszkadzało mu to, że szanse nie są wyrównane. Nie robił tego dla adrenaliny jako takiej - za dobrze wiedział, co ta potrafi wyrządzić w ciele człowieka - ale dla podkręcenia zabawy. Nie było w niej nic niebezpiecznego. Nie ryzykowali niczym więcej niż kilkoma siniakami, w razie gdyby mieli zderzyć się z jakąś barierką, gdy nie wejdą dobrze w zakręt. Ale ta odrobina rywalizacji mogła jeszcze zwielokrotnić zabawę!
Zaśmiał się, kiedy Avery tak ochoczo podchwyciła jego pomysł i pewnym siebie ruchem pokiwał głową potwierdzając odpowiedź na jej pytanie. Nie było to nic wielkiego, ot, małe urozmaicenie, ale skoro mogli przy okazji coś urwać przyjemnego dla siebie. I dla tej drugiej - przegranej teoretycznie - strony!
Uniósł brew ze sztucznie poważną miną mówiącą “ach, tak?!” i zacisnął wargi w wąską kreskę zastanawiając się, czy może w ogóle przystał na ten warunek. Podrapał się po podbródku udając, że mocno rozważa wszystkie za i przeciw, ale ostatecznie nie utrzymał długo takiej postawy i zaśmiał się. - Zgoda! - powiedział wyciągając rękę, do przypieczętowania zakładu. Pochylił się nieznacznie, żeby ich twarze były na jednej wysokości, kiedy sam mówił - siląc się znów na pełną powagę - swój warunek: - Jeśli wygram ja, wtedy… - powtórzył za nią znów udając, że się zastanawia, ale doskonale wiedział, czego chce. - Przygotujesz dla mnie jeszcze trzy takie randki niespodzianki… - powiedział uśmiechając się szelmowsko i trochę cwaniacko. Bo kto powiedział, że może życzyć sobie tylko jednej rzeczy? Wyjątek potwierdzał regułę! Nie mogła się z nim kłócić.
A i tak Alfie nie miał szczęścia. Na początku trudno było mu się przyzwyczaić do nieco innego układu dźwigni i machin, ale ostatecznie załapał, nawet jeśli stracił pierwsze okrążenie, to odbił się w drugim! Niestety, zjadła go pewność siebie i na trzecim okrążeniu dosłownie na ostatnim zakręcie wjechał z za dużą prędkością, co spowodowało, że zahaczył gdzieś bokiem o brzeg toru. Nieprzyjemnie zgrzytnęło, poszły iskry - a przynajmniej tak mu się wydawało - stracił prędkość i to Avery jako pierwsza minęła linię mety.
- To nie fair! - wyszedł z gokartu, kiedy tylko pracownik pozwolił im opuścić pojazdy. Miał rumiane policzki od podekscytowania, musiał przeczesać palcami włosy, które od kasku opadły mu na włosy i tylko udawał swoje oburzenie. - Miałaś przewagę! Nie miałem szans! - przy wyjściu z toru złapał Avery pod ramię i trajkotał jak najęty o powodach, dla których ten wyścig nie był sprawiedliwy. - Nie wiem, jak to zrobisz, ale w następnych “rundach” tej twojej zabawy zamierzam się odkuć! - powiedział z rozbawieniem wskazując ruchem głowy na plecak, który skrywał w sobie jeszcze więcej ciekawych doświadczeń, jakie Avery dla nich na dziś zaplanowała. - Domagam się rewanżu! - niemal tupnął nogą, choć cała jego sylwetka była bardzo rozluźniona, zrelaksowana i tak po prostu szczęśliwa. Radość biła z jego oczu i buzi. Nie mówiąc o ogromnym podekscytowaniu. - Nie odpuszczę ci tak łatwo, Wendy! - śmiejąc się pogroził jej palcem opierając się plecami o samochód w oczekiwaniu na to, co jeszcze przygotowała…

Avery Wright
gotuję w najlepszej restauracji w LA, Westwood
Awatar użytkownika
27
177
ona/jej
about
I want you to know that I'm never leaving 'cause I'm Mrs. Snow, 'til death we'll be freezing.

Post

Z rozbawieniem słuchała wszystkich powodów przez, które Alfie musiał, po prostu musiał przegrać ten wyścig. A kiedy chłopak wreszcie skończył swoją wyliczankę, zaśmiała się niczym złośliwy chochlik i słodkim głosem odpowiedziała "To nie tak, że miałam większe szanse, a jedynie lepszą motywację. Wprost nie mogę doczekać się dzisiejszego masażu" puściła mu oczko. "W drodze powrotnej możemy wstąpić do Targetu, akurat będziesz miał okazję kupić olejki i świeczki" zaśmiała się znowu. Była podekscytowana, szczęśliwa i nie miała zamiaru się z tym ukrywać. Zwłaszcza, że to nie był koniec atrakcji, które na dzisiaj przygotowała i zgodnie z życzeniem, Alfie jeszcze będzie miał okazję poczuć się doceniony i zaopiekowany.
"Wiesz... kiedy tak mówisz... może specjalnie nie pozwolę Ci się odkuć, żeby zobaczyć, co mógłbyś zrobić, żeby mnie przekonać" rzuciła przeciągle. A gdyby Hughes miał problem z domyśleniem się, że tak, jego dziewczyna właśnie z nim flirtuje, Avery obcięła go spojrzeniem, a potem wspięła się na palce i ucałowała go w kącik ust, zaraz się od niego odsuwając i zostawiając niedosyt. "Gotowy na kolejną przygodę?" zapytała wesoło, po czym pociągnęła go w stronę auta, samej wskakując na fotel kierowcy. Teoretycznie mogli się zamienić, nawet bez jego prawa jazdy, ale skoro lubiła jeździć i tylko ona znała kolejną destynację... wygodnie się rozsiadła na swoim miejscu, odpaliła radio i gdy luby do niej dołączył, ruszyła w drogę.
"To tutaj" ruchem ręki wskazała ogromny, wolnostojący sklep Lego. "Od niedawna można zrobić swoje własne figurki. Pomyślałam, że Ty możesz zrobić mnie, ja Ciebie, a który z ludzików będzie do nas najbardziej podobny, jego twórca zdobywa kolejny punkt" uśmiechnęła się szeroko. "Poza tym, daję Ci pięć dych i wolną rękę. Możesz wybrać każdy zestaw, który tylko Ci się spodoba, pod warunkiem, że zmieścisz się w tej kwocie. A potem razem go ułożymy" dodała wesoło. Po cichu marzyła o kwiatach lego, które mogłaby później wstawić do wazonu, ale nie chciała mu niczego podpowiadać. W końcu wolna ręka, to wolna ręka. "Idziemy?" otworzyła drzwi ze swojej strony, poczekała aż luby do niej dołączy i razem ruszyli w kierunku sklepu.
Automat z figurkami był prosty w obsłudze - sprawdziła to już wcześniej, oglądając filmiki z relacjami na YouTube. Kolejka niestety była spora, dlatego musieli grzecznie się ustawić i poczekać. A żeby im obydwojgu się nie nudziło... "Możesz iść się rozejrzeć, zajmę nam miejsce i Cię zawołam, kiedy będzie nasza kolej" obiecała, ściskając jego rękę. Miejsce zdecydowanie do małych nie należało, zestawów klocków było mnóstwo - dziesiątki, jak nie setki. Alfie zdecydowanie mógł więc wykorzystać ten czas i poszukać własnego prezentu.

Alfie Hughes
pielęgniarz, Westwood
Awatar użytkownika
29
190
on/jego
about
Tryna find myself some luck but it's running dry. It's like the weather makes it worse in my cloudy mind. I could really use a dose and some paradise.

Post

Och, szczerze powiedziawszy on także nie narzekał z tego masażu, ale - żeby nie było, że tak łatwo odpuścił - musiał trochę pokazać, że wcale nie uśmiecha mu się fakt, iż przegrał. Ot, byleby się tylko podroczyć. Tak naprawdę ta “przegrana” będzie przyjemna dla nich obojga i tego absolutnie się trzymał w tej kolejności! - Hej, zakład nie obejmował żadnych świeczek ani olejków! - żachnął się z rozbawieniem celując w nią palcem, ale nawet nie udawał oburzenia, bo on również był wciąż nabuzowany ekscytacją i pozytywną energią po tym wyścigu. Znów doskonale się bawił. Niemal tak dobrze jak na randce na lodowisku w dinozaurowych piżamach!
Ale przecież dzień jeszcze się nie skończył, a Avery miała dla niego przygotowanych jeszcze kilka niespodzianek! Z których bardzo chętnie zamierzał skorzystać. Przez drogę w nową lokalizację opowiadał cały czas o swoich wrażeniach z wyścigu, niemal tak szczegółowo, jakby znów siedział za kierownicą gokarta, tak bardzo podobała mu się ta aktywność. Nie spodziewał się jednak, że… cholera, jedno może przebić drugie!
- Skąd wiedziałaś?! - wykrzyknął z jeszcze większą ekscytacją niż poprzednia i podbiegł do szyby wystawowej opierając się nią dłońmi, żeby jeszcze bliżej móc popatrzeć na wszystkie pudełka na wystawie. Chociaż gokarty w pewien sposób były bardziej ekscytującym doświadczeniem, tak… - Jako dziecko zawsze chciałem mieć klocki lego. Taki prawdziwy duży zestaw dla “dużego chłopca”, który mógłbym stworzyć sam od zera, z instrukcją - powiedział uśmiechając się do szyby. - Rodziców nigdy nie było stać na taki drogi prezent, więc tylko patrzyłem na wystawę przez szybę, tak jak dzisiaj - uśmiechnął się stukając w szybę palcem. Odepchnął się od niej i podszedł z powrotem do Avery. - Jak już dorosłem, nie miałem czasu na zabawę klockami - wzruszył lekko ramionami. - Ale dzisiaj wchodzę do środka! - powiedział z radością łapiąc Wright za rękę i wpuścił ją pierwszą, aby mogła wejść przed nim.
Od razu podszedł do pierwszego ze stoisk nie mogąc się nacieszyć na widok tych wszystkich klocków. Różne kolory, kształty, ludziki, inne figury, których nawet nie wiedział, jak użyć. Był wprost oczarowany tym prezentem!
- Uprzedzam, że naprawdę nigdy nie układałem żadnego zestawu, więc nie spodziewaj się cudów! - powiedział z rozbawieniem sięgając po pierwsze klocki, które miały stworzyć tułów. - A u ciebie? Jaka była wymarzona zabawka z dzieciństwa? - zagaił przy szukaniu odpowiednich klocków, bo te pierwsze mu jednak nie pasowały. Patrzył kątem oka na to, co robi Avery i sam wybierał podobne, żeby jego ludzik miał jakiś sensowny kształt. Pamiętał, że opowiadała mu o “prezentach”, jakie robili sobie z dziadkami, ale to wcale nie oznaczało, że nie marzyła o czymś konkretnym, co miała przyjaciółka albo co widziała w reklamie.

Avery Wright
gotuję w najlepszej restauracji w LA, Westwood
Awatar użytkownika
27
177
ona/jej
about
I want you to know that I'm never leaving 'cause I'm Mrs. Snow, 'til death we'll be freezing.

Post

Spojrzała na niego z miną pod tytułem "chłopcze, Ty jeszcze dużo musisz się nauczyć", a potem zaśmiała się cicho. Skoro chciała zmysłowego masażu (całego ciała przypominam!) to oczywistym było, że musiał być on przy zapalonych świecach i z olejkami eterycznymi. Zarówno po to, aby jego dłonie lepiej ślizgały się po jej miękkiej skórze, jak i... dla podkręcenia nastroju. Nic przecież nie dodawało romantyzmu bardziej niż przygaszone, górne światło i delikatna, złota poświata, którą rzucał na ścianę zapalony knot. Na samą myśl Vee aż uśmiechnęła się do siebie. Raptem chwilę później jej uśmiech jednak nieco przygasł, bo we wnętrzu jej głowy do głosu doszedł zdrowy rozsądek i przypomniał jej, że razem z Alfiem nawet nie mają co liczyć na wolną chatę wieczorem. No bo dokąd Anna miałaby zabrać Cornelię? Na kolejną mszę? Na zakupy do supermarketu? Nie... a nawet gdyby, ile by im to zajęło? Godzinę, półtora? To było zdecydowanie zbyt krótko. Nie po to Avery tak bardzo się wzbraniała przed bliskością swojego chłopaka, żeby teraz znów czuć na sobie presję czasu. Zdecydowanie musieli coś wymyślić. Zapewnić obu paniom taką atrakcję, która utrzyma je z dala od domu, tak długo, jak tylko będą tego potrzebowali. Koniec kropka. "Nie wiedziałam" odparła łagodnie, uśmiechając się w odpowiedzi na jego pytanie. Klocki Lego kojarzyły się jej z beztroskim dzieciństwem, nawet jeśli sama nigdy nie miała oryginalnego zestawu. A, że Alfie zdawał się lubić te ich randki, w trakcie których mogli się poczuć tak, jakby znowu mieli po pięć czy dziesięć lat, wokół takich właśnie atrakcji Wright zaplanowała cały ich dzisiejszy dzień. Drugi punkt z listy to był więc raptem wierzchołek góry lodowej! Ale wszystko po kolei. "Cieszę się, że razem możemy odhaczyć to marzenie z listy " zanim weszli do sklepu cmoknęła go lekko w usta. Patrzenie na to, jaki blondyn jest podekscytowany topiło jej serce. I sprawiało, że czuła się taka szczęśliwa i spełniona, jakby ktoś ją otulił miękkim, ciepłym kocykiem. "W takim razie... jest szansa, że właśnie tego wieczora przeżyjemy nasz pierwszy raz" rzuciła wesoło, spoglądając na niego znacząco. Tylko... czy aby na pewno wciąż miała na myśli klocki? To pozostawało jej słodką tajemnicą. "Wymarzona zabawka z dzieciństwa? Niech pomyślę" zastanawiając się ułożyła usta w dziubek. "O, wiem! Bardzo chciałam mieć takiego małego, pachnącego, słodkiego misia, którego karmiło się specjalną, plastikową butelką" kiedy to wypowiedziała, oczy się aż jej zaświeciły. Bardzo dobrze pamiętała, że nigdy nie doczekała się podobnej zabawki i że naprawdę długo za nią rozpaczała. "Jak Ci idzie? Ja będę już powoli kończyć" odparła, wspinając się na palce, aby móc zerknąć mu przez ramię. "Swoją drogą, kiedy się rozglądałeś wpadło Ci coś w oko? Wiesz już, z jakim zestawem wrócisz do domu?" zapytała zaciekawiona.

Alfie Hughes
pielęgniarz, Westwood
Awatar użytkownika
29
190
on/jego
about
Tryna find myself some luck but it's running dry. It's like the weather makes it worse in my cloudy mind. I could really use a dose and some paradise.

Post

On również cieszył się z tego powodu, że mógł spędzić ten dzień z nią i właśnie w takich okolicznościach. Nie miał nigdy jakiejś specjalnej listy rzeczy do odhaczenia przed trzydziestką - a ta zbliżała się nieubłaganie, zostało mu bowiem ostatnie niecałe pół roku rolności! - ale miał kilka rzeczy, których chciał spróbować, ale w ciągu tych niemal trzydziestu lat z jakiegoś powodu nie zdążył. Czy w związku z czasem, czy pieniędzmi, czy jeszcze innymi czynnikami, jakie powstrzymywały go przed realizacją marzeń.
- I to nie jest nasz pierwszy “pierwszy raz” dzisiaj! - powiedział z rozbawieniem, bo przecież na gokartach też nie jeździł nigdy wcześniej! Podobały mu się takie “pierwsze razy”. Które świadczyły o wspólnych przeżyciach, doświadczeniach, niekoniecznie tylko tych fizycznych. Zerknął znów przez ramię na ludzika Avery, żeby się jakoś na niej odwzorować, ale w końcu machnął ręką i zaczął bawić się po swojemu. Wyszukiwał klocków w ciepłych, przyjemnych barwach. Niektórych zakręconych, niektórych w różnych kształtach i sklejał je mniej więcej tak, żeby odwzorować bryłę ciała. A później podoczepiał do niej dodatkowe elementy. Jeden z nich miał odwzorowywać kapelusz (co bardziej wyglądało jakby na głowie ludzika znajdowało się gniazdo, a nie czapka), kilka przyczepionych do “brzucha” reprezentowało kolorową i zwiewną spódnicę, choć raczej słabo udało mu się to odwzorować, a “pod pachę” wcisnął coś, co przypominało bardziej koryto niż torebkę, ale całość… prezentowała się pokracznie, bez ładu i większego przemyślenia. Może nie była to Avery, ale na pewno była to Avery w przedstawieniu kogoś takiego jak Alfie Hughes.
W międzyczasie słuchał ulubionej zabawki Avery i absolutnie nie miał pojęcia, do czego dziewczyna nawiązuje. Jemu - jako chłopcu - kupowano głównie klocki, narzędzia i samochody. O lalkach, wózkach i miśkach nie było mowy. A jak urodziła się Cornelia, on był już “za stary”. I chory. Wydawał jednak z siebie pomruki świadczące o tym, że słucha i zaprezentował jej wreszcie swojego ludzika. Parsknął śmiechem, gdy porównali do siebie swoje figurki.
- Cholera, znów przegrałem - powiedział z rozbawieniem przykładając własnoręcznie zrobionego ludzika do Avery, aby porównać, czy rzeczywiście są podobne. Nie były. - Zapłacę za to, aż mi głupio, że ty tak wszystko planujesz, a ja tylko czerpię radochę - powiedział zgodnie z prawdą. Nie miał oporów przed tym, że chciała to zorganizować i naprawdę cieszył się, że spędzają czas wreszcie tak, jak tego chcą, a nie jak pozwala im na to z góry narzucona rutyna pracowo-sypialniana, ale i tak nie zamierzał pozwalać jej płacić za wszystko ze swojej kieszeni, zwłaszcza, że to miał być prezent dla niego. - Chociaż po tym, co pokazałaś do tej pory, aż boję się pytać, co jeszcze tam masz, bo okaże się, że wykupiłaś lot balonem nad wzgórzami Hollywood, a z takiego prezentu chyba do końca życia się nie wypłacę - zażartował podchodząc do kasy - po drodze zgarnął jeszcze pudełko klocków jakie wybrał, bo to musiały być dinozaury, a jakże! - i zapłacił za ich klocki.

Avery Wright
ODPOWIEDZ

Wróć do „980”