ODPOWIEDZ
Piosenkarka, mieszkam w hotelu
Awatar użytkownika
24
163
Ona / jej
about
It's only after we've lost everything that we're free to do anything

Post

Raptem kilka tygodni temu świat Emily się zatrzymał. Słowa Harolda zaczęły się odbijać jak echo, nie wszystko zaczęło do niej docierało. Szok w pierwszym momencie ją sparaliżował, a potem tak jak stała zaczęła biec. Biegła ile miała sił w nogach, aby jak najszybciej uciec od jej rozpadającego się świata. Jakby to mogło w jakiś sposób pomóc. W tym całym bagnie wpadła na człowieka, który się nią zajął i otoczył ramieniem, w które mogła się wypłakać. A przede wszystkim przenocować, bo niestety ale nie miała gdzie. Albo gdzie indziej po prostu wtedy nie chciała. Jednakże kolejnego dnia musiała się przecież odważyć na zmierzenie z rzeczywistością. Podjeżdżając taksówką pod dom w sukience ślubnej z poprzedniego dnia, wzięła głęboki wdech zanim weszła do środka, aby wziąć pieniądze żeby zapłacić za kurs. Kierowca o nic nie pytał ani Juanita otwierająca jej drzwi. Jej widok zdradzał wszystko.
Na jej szczęście sprawcy całego zamieszania nie było w domu. Odetchnęła z ulgą kompletnie się nie zastanawiając, gdzie właśnie może leżeć jego zaćpany tyłek. Ruszyła do sypialni, gdzie z garderoby wyjęła walizki i zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy. To z kolei już rozbudziło Juanite.
- Que pasa? Que pasa?!- zaczęła skakać przejęta wokół Em nie wiedząc o o chodzi.
- Mój ukochany nie potrafił trzymać swojego interesu w spodniach, a na dodatek zostanie tatusiem- mówiła to pod nosem chowając ciuchy do walizki, nie podnosząc nawet głowy. Ale gdy Juanita zamilkła i patrzyła na nią z uśmiechem, to Em czuła się w obowiązku jeszcze doprecyzować - Nie, ja nie jestem w ciąży- na to stwierdzenie gosposia się przeżegnała i zaczęła powtarzać - Dios mio, dios mio. Emily ją wyminęła i próbowała jak najszybciej wypełnić te dwie walizki i wyjść z tego domu, którego ostatnio prawie nie spalili. Wzięła jeszcze z łazienki kosmetyki, z innego pokoju gitarę i wróciła do sypialni spoglądając na przerażoną Juanite. W końcu niedługo będzie miała już dwójkę dzieci do opieki.
- Posłuchaj mnie kochana, jak już nie będziesz z nim wytrzymywać, to dzwoń do mnie- przyjęłaby ją w końcu z szeroko otwartymi ramionami! Uścisnęła ją szybko, a potem chwyciła rzeczy i zeszła do samochodu, którym pojechała prosto do hotelu.

Jej pobyt w hotelu się wydłużał, bo niestety nie mogła się zdecydować na żaden dom. W sumie to ten hotel był w ostatnich miesiącach jak dom dla niej. Nawet rozleniwiła się w kwestii sprzątania, bo wszystko robiła za nią obsługa. Jednak pewnego dnia musiała wrócić do Malibu po kolejne rzeczy. Wtedy rano chwyciła tego niewiele, bo przecież jej garderoba pękała w szwach, więc miała jeszcze do zabrania sporo ciuchów. Odkładała ten moment, ile tylko się dało, nie chcąc ryzykować spotkania z Haroldem. W końcu jednak zebrała w sobie wystarczając dużo siły, aby podjechać pod dom i wejść do środka korzystając ze swoich kluczy. Nie rozglądała się na boki, tylko od razu ruszyła z pustymi walizkami pod pachą do garderoby na górze. Czuła jak jej serce bije jak oszalałe, ale z twarzy nic się nie dało wyczytać. Zaczęła jak robot ściągać ciuchy z wieszaków, składać je i wkładać. Starała się schować jak najwięcej, aby nie musieć już tutaj nigdy więcej wracać.

Harold Sefolosha

aktor, Malibu
Awatar użytkownika
24
196
on, jego
about
gra sobie w filmach i już nie planuje ślubu, bo zrobił dziecko Halston

Post

  • 19

Nie tylko życie Emily wywróciło się do góry nogami, choć może tak właśnie jej się wydawało. Może sądziła, że jej były narzeczony, największy kutas i kanciarz jakich mało machnie na nią ręką i odetchnie z ulgą, bo ten rozdział, który był tak trudny został już zamknięty, a statek zatonął, choć już wcześniej tkwił na mieliźnie. Harold jednak nie potrafił tak łatwo przekreślić swojego trwającego sześć lat związku. Nawet jeśli nie łączyła ich tak wielka miłość, jak wszystkim się wydawało, w końcu Sefolosha nie bez powodu wsadził rękę w majtki innej dziewczyny… to jednak Emily wciąż była dla niego ważna. Nie potrafił tak po prostu zapomnieć i udawać, że nic się nie stało, kiedy w domu natykał się ciągle na jej rzeczy.
Przez to chodził ciągle rozdrażniony i nawet Juanita, która polewała mu tylko tequile nie mogła podnieść go na duchu. Zwyczajnie potrzebował czasu, bo ten miał przecież leczyć rany.
Harry na całe szczęście znał też inne sposoby na to, żeby te rany zabliźniły się szybciej niż mozolnie, ze łzami i złamanym sercem. Opatrunek w postaci białego proszku, który mógł bezkarnie zostawiać po całym domu, rozsypany nawet na stoliku kawowym w salonie, bo przecież nikt już nie zawracał mu głowy tym, że nie powinien być narkomanem. Nikt nie próbował pakować go i wozić na odwyk i choć Harold zawsze o tym marzył, to jednak kiedy Emily zniknęła z jego życia poczuł w nim dziwną pustkę. Jakby świadomość, że zabrakło w jego życiu osoby, której w jakimś stopniu jeszcze na nim zależało pozbawiła go tego hamulca, który mógł wcisnąć, żeby nie zrujnować swojego życia, a był już przecież na dobrej do tego drodze.
Halston, matka jego dziecka nie mogła tak po prostu zapełnić tej dziury w jego sercu, bo jedynym co łączyło tą dwójkę był mały Sefolosha w jej łonie. I choć przez przebywanie z blondynką, która dawała mu popalić mógł poczuć namiastkę tego, co przeżywał z Em, a jej urok odciągał na chwilę jego myśli od byłej narzeczonej, tak zwyczajnie żałoba po jego długoletnim związku trwała w najlepsze.
Nie interesował się zbytnio tym, kiedy Emily zabierze resztę swoich ciuchów, bo w domu przesiadywał głównie na kanapie, wciągając na przemian kreski, pożerając tłuste jedzenie i grając na konsoli. Próbował nie patrzeć w kierunku jej wieszaków w garderobie, choć te zajmowały jej większą część, a czerwony satynowy szlafrok który wisiał na samym jej wejściu z pewnością nie był jego. Nie miał jednak jaj, żeby napisać do niej i upewnić się, czy go nie potrzebowała, tak jak wcześniej nie miał ich do wielu innych rzeczy… może oprócz tej jednej.
W normalnych okolicznościach Emily pewnie zastałby go na tej kanapie, w którą jego dupa już wydawać by się mogło wrosła na stałe, ale akurat tego popołudnia był na wizycie u ginekologa z Halston. Mógł po raz pierwszy ujrzeć dziecko, które zmajstrował i z jakiegoś powodu wprawiło go to w dobry nastrój. Wrócił do domu, rzucił klucze na szafkę przy wejściu i pogwizdując zaczął wchodzić po schodach na piętro. Był tak przejęty tą wizytą, że zignorował całkiem samochód swojej byłej dziewczyny na podjeździe, jakby należał on do niego i był tam całkiem normalną rzeczą. Wszedł do swojej sypialni, wciąż lekko uśmiechnięty, a z niej do garderoby, choć nie zrobił nawet kroku w jej kierunku, tylko przystanął na wejściu, kiedy uświadomił sobie, że miał gościa.
Widok pleców Emily, która nie zwróciła na niego uwagi sprawił, że zbladł, a uśmiech gdzieś zniknął. Nie był wciąż gotowy na spotkanie z nią, bo choć wcześniej, kiedy od niego uciekła nie zdążył jej nic wytłumaczyć, tak nie znaczyło to wcale, że miał jej do powiedzenia coś dobrego. Nic co by powiedział nie zmieniłoby sytuacji w jakiej się znaleźli. Głos ugrzązł mu w gardle i nie był nawet w stanie się odezwać, więc stał tam w progu jak słup soli, opierając się o framugę, żeby nie upaść z wrażenia, jakie to spotkanie na nim wywarło. Emily się pakowała, a Harold przyglądał jej się jeszcze chwilę, zanim nie odchrząknął. Chwycił ten szlafrok, który cały czas wisiał na wieszaku u drzwi i rzucił go w jej stronę, kiedy się odwróciła.
-Nie zapomnij tego, teraz może być ci zimno w nocy- rzucił, a ton jego głosu był lekko zawiedziony, bo może jednak liczył na to, że dziewczyna wróciła, żeby się rozpakować, a nie spakować?

Emily Moretz
Piosenkarka, mieszkam w hotelu
Awatar użytkownika
24
163
Ona / jej
about
It's only after we've lost everything that we're free to do anything

Post

Rzeczywiście Emily uważała, że rozstanie spłynęło po nim jak po kaczce. Skoro nie potrafił zapanować nad swoim interesem i ją zdradził, to dla niej to oznaczało jedno- nie kochał jej, nie chciał z nią być i chciał ją poniżyć. Nic innego nie przyjmowała do wiadomości. Bo jak można tak potraktować osobę, którą się kocha? Dla niej to było niemożliwe. Oczywiście ich związek nie był idealny, brakowało im wiele do ideału, ale czy jakiś związek jest bez skazy? Em uważała, że gdyby tylko Harry przestał ćpać, to byłby facetem na medal. Bo gdy tylko był pod wpływem, wstępował w niego istny szatan. Dlatego tak bardzo walczyła, żeby go wyciągnąć z tego dna, na które spadał za każdym razem pomimo odwyków i obietnic, że teraz to już koniec z narkotykami. Tak bardzo go kochała, że wierzyła mu w to i nigdy nie odmówiła pomocnej dłoni. A gdy był czysty, to naprawdę tworzyli całkiem szczęśliwą parę. W końcu też nie bez powodu jej się oświadczył, a ona powiedziała tak. Mogliby być szczęśliwi razem przez resztę życia, mieć wspólne dzieci, które Harold uczyłby jeździć na rowerze, a Em śpiewałaby im do snu.
Ale to już jest czas przeszły bez żadnej możliwości na przyszłość. Została ona okrutnie zmiażdżona jak jej serce. Poza tymi pierwszymi dniami starała się o tym już więcej nie myśleć, bo miała wrażenie, że za każdym razem jej serce rozpadało się ponownie. Dlatego powróciła do studia na pełnych obrotach i rozpoczęła intensywne przygotowania do trasy. Robiła wszystko, aby nie myśleć o nim i o tej całej sytuacji. Oraz aby jak najmniej spędzać czas samotnie w hotelowym pokoju, do którego wracała już tylko, żeby się przespać.

Gdy tak pakowała ciuchy w ciszy i spokoju, pomyślała że Harolda nie ma w domu, co ją niezwykle ucieszyło. Uznała to za znak od losu, który w końcu łaskawie się nad nią zlitował. Nie będzie musiała go oglądać i przeżywać wszystkiego od nowa. To szczęście spowodowało, że nawet nie usłyszała gdy wszedł do sypialni, a następnie stał za nią. Dopiero gdy podniosła się z podłogi, aby chwycić kolejne rzeczy z półki, wtedy go dostrzegła. Momentalnie zamarła i jej umysł podpowiadał, aby podeszła do niego i go spoliczkowała za to, co jej zrobił. Natomiast serce rwało się, aby rzucić mu się w ramiona. Tak bardzo go nienawidziła, a jednocześnie nie potrafiła przestać kochać. Nawet po czymś takim, co jej zrobił. Z wściekłości na samą siebie, aż zacisnęła pięść i przyjrzała mu się uważniej, gdy mówiąc rzucił w jej stronę szlafrok, któremu pozwoliła bezwiednie opaść na podłogę między nimi.
- Serio Harold? Co to za mina? Powinieneś właśnie skakać z radości, że zabieram swoje rzeczy robiąc miejsce dla Twojej nowej dupy- powiedziała unosząc jedną brew z lekką konsternacją i odwróciła się, aby wziąć kolejne ciuchy.
- I przypominam Ci, że to Ty za kilka miesięcy utoniesz w pieluchach. Ja natomiast jestem teraz świeżo upieczoną singielką, więc nie- nie jest mi zimno w nocy- postarała się posłać mu pewny siebie uśmiech, bo cóż... to nie była prawda. Ok, poznała kogoś, ale raczej zyskała nowego przyjaciela. Noce wciąż samotnie spędzała od czasu ich rozstania, nie wyobrażała sobie zbliżenia teraz z innym mężczyzną.

Harold Sefolosha

aktor, Malibu
Awatar użytkownika
24
196
on, jego
about
gra sobie w filmach i już nie planuje ślubu, bo zrobił dziecko Halston

Post

Mógł spodziewać się, że jego była dziewczyna wcale nie będzie do niego przyjaźnie nastawiona. Nie oczekiwał tego, bo zasłużył sobie właśnie na to, żeby wyzwała go od najgorszych, zamordowała i zakopała w ich ogródku… choć może szkoda tak poświęcać swoje życie, żeby iść siedzieć za debila? Kiedy blondynka zarzucała go gradem nerwowych słów, Harry stał tylko i nie mówił nic, dopóki sobie nie ulżyła i nie wróciła do pakowania swoich rzeczy. Skrzywił się nieznacznie, nie chcąc nawet wyobrażać sobie Emily w ramionach innego mężczyzny, choć ona sama z pewnością musiała wyobrażać sobie jego z inną kobietą odkąd doszły do niej słuchy o tych… prawdziwych plotkach. Jej słowa, a właściwie samo przeświadczenie, że byłby zadowolony z ich rozstania wyjątkowo w niego jednak ugodziły. Odruchowo pomyślał, że być może dawał jej powody, żeby tak myślała, a jego abstynencja i wielka miłość w ostatnich tygodniach nie naprawiła tego, co niszczył latami. Jak więc mógł być dobrym ojcem? Westchnął ciężko, opierając czoło o framugę. Chciał złożyć wszystko to o czym myślał w jedną całość, bo choć nie chciał jej zatrzymywać, to zasługiwała na to, żeby nie pozwolił odejść jej z głową pełną wątpliwości- Dlaczego? Zrobił więc kilka kroków wgłąb szafy siadając na wielkiej pufie, która stała na samym jej środku. Oparł łokcie na kolanach, pochylił się lekko w przód i w końcu też zaczął mówić.
-Ona ma na imię Halston i nie jest moją nową dupą. Jest przyjaciółką mojej siostry i nie chce mieć ze mną nic wspólnego- rzucił, chcąc rozwiać wszelkie wątpliwości. Nie liczył na to, że to cokolwiek zmieni, ale nie byli przecież z Halston w związku, ani małżeńskim ani żadnym i póki co nie zanosiło się na to, żeby cokolwiek miało się zmienić.
-Nie uważam żebym cię zdradził. Rzuciłaś we mnie pierścionkiem, wyprowadziłaś się, pamiętasz? Wtedy to się stało, nie byliśmy razem i nie mów mojej matce, że rozstajemy się, bo cię zdradziłem- jego matka już wystarczająco wściekła była na swojego syna, a gdyby wiedziała, że ten dopuścił się jakiejkolwiek zdrady, to z pewnością ucięłaby mu fallusa.
-Nikt nie zabraniał mi przecież dymania innych lasek, a rozstaliśmy się, bo nam się nie układało. Byłem dupkiem, kłóciliśmy się… ta miłość się wypaliła- rzucił, z ogromną pewnością w głosie, choć w głębi duszy wcale tego nie czuł. Wolał jednak pozamykać za sobą wszystkie furtki, spalić mosty i sprawić, by on i Emily już nie mieli ze sobą żadnej przyszłości. Próbował przekonać się też, że wcale do siebie nie pasowali, oboje byli z innych kawałków gliny, a jego ostre słowa sprawią, że będzie jej łatwiej pogodzić się z tym rozstaniem. W końcu nic tak nie napędza jak nienawiść do drugiego człowieka.

Emily Moretz
Piosenkarka, mieszkam w hotelu
Awatar użytkownika
24
163
Ona / jej
about
It's only after we've lost everything that we're free to do anything

Post

Em chyba trochę liczyła, że Harry da jej w spokoju się spakować i pójdzie gdzieś powciągać swój biały proszek. W końcu to lubił najbardziej robić. Za to dzisiaj jak na złość, musiał zostać i jeszcze usiadł wygłaszając swój monolog.
Nie wiedziała co czuje w tym momencie. Chyba wszystkiego po trochu. Tęskni za nim, jest zraniona i zrozpaczona zakończonym związkiem i to w taki sposób, a także jest wściekła na niego za to jak ją potraktował. Przede wszystkim chyba czuje złość i może powinna znowu powywalać jego rzeczy z szafy? Porobić w nich dziury? Ale nie chciało jej się. Była zmęczona tym całym dramatem o nazwie Harold i nie chciała się jeszcze niepotrzebnie nakręcać. Pracowała intensywnie nad sobą w ostatnich tygodniach i nie pozwoli mu wyprowadzić się z równowagi. Chociaż gdy powiedział jej imię i że jest przyjaciółką Mallory, to zrobiło jej się cholernie przykro. Poczuła się w tym momencie zraniona również przez jego siostrę. Bo może to ona ich razem zapoznała ze sobą? Może pchała ich ku sobie, gdy Em tęskniła za jej bratem? Na moment nawet zastygła przestając się pakować, tylko siedząc tak plecami do niego na tej podłodze. Poczuła kolejny cios w jej serce od następnego Sefolosha.
- Nie dziwię jej się- powiedziała tylko pod nosem w odniesieniu do tego, że ta cała Halston nie chce mieć z nim nic wspólnego. Wybrała sobie naprawdę kiepski materiał na ojca jej dziecka.

Powróciła zaraz do pakowania, udając że go niby nie słucha, a w rzeczywistości przecież było inaczej. Docierało do niej każde jego słowo i raniło ją coraz bardziej. Pod pewnym kątem miał rację, jeżeli przespali się w momencie, gdy nie byli razem. To wtedy zdradą nie można tego nazwać. Jednak wrócili do siebie, a on tygodniami milczał jak zabity i słowem nie pisnął o niczym. Jak ostatni tchórz i jeszcze skakał wokół niej udając zakochanego. Czuła jak ciśnienie w niej wzrasta z każdą sekundą, ciuchy ładowały w walizce z coraz większą siłą, aż w końcu Harry ucichł, a Em ponownie przestała się ruszać. Pomału do niego się odwróciła, a na jej twarzy początkowo było widoczne ogromne zaskoczenie.
- Ta miłość?!- spytała podniesionym głosem. Wstała szybko z podłogi i stanęła nad nim. Wyraz jej twarzy nie pokazywał już zaskoczenia, a wściekłość.
- Chyba Twoja się wypaliła, bo ja zawsze byłam szczera z Tobą i moimi uczuciami. Nie kłamałam, gdy mówiłam Ci, że Cię kocham każdego dnia po wypadku. Chociaż zgrabnie pominąłes, że pierścionkiem rzuciłam, po tym gdy Ty nazwałeś mnie łatwą i sam powiedziałeś, że lepiej, żebym się wyprowadziła, nieprawdaż? I najwidoczniej nie miałeś żadnych oporów, żeby mnie okłamywać każdego pieprzonego dnia od czasu zostania najebanym Batmanem wsiadającym za kółko. Po co ta cała farsa? Po co ta abstynencja, skoro już wtedy mnie nie kochałeś? Żeby zaruchać? Żeby mnie zranić?- wyrzuciła z siebie ten cały potok słów na jednym wdechu żywo przy tym gestykulując. Na koniec jej głos się załamał, ale przełknęła szybko ślinę, bo obiecała sobie ostatnio, że już nigdy nie pozwoli mu doprowadzić siebie do łez. Nigdy.
Zaczęła gorączkowo latać po garderobie ściągając bez większego przemyślania, ciuchy z wieszaków.
- Wiesz co, już wcześniej miałam wrażenie, że Twoim hobby w życiu to wbijanie mi noża w plecy, ale teraz to już mam pewność. Pozwoliłeś, żebym o ciąży dowiedziała się z internetu, a sam tygodniami mnie okłamywałeś w każdej możliwej kwestii. Sprawia Ci to chyba radość, co nie?- na końcu spojrzała na niego, a potem zaczęła wrzucać tą garść ubrań, które udało jej zebrać podczas swojego monologu.

Harold Sefolosha

aktor, Malibu
Awatar użytkownika
24
196
on, jego
about
gra sobie w filmach i już nie planuje ślubu, bo zrobił dziecko Halston

Post

            Harry mówił powoli, choć wcale nie dobierał słów ostrożnie. Wiedział, że te, które wychodziły z jego ust raniły ją jak pociski i pewnie dlatego nawet na nią nie spoglądał, kiedy siedziała na podłodze, odwrócona do niego plecami. Wbijał uparcie wzrok w swoje splecione ze sobą pięści, jakby były one najbardziej interesującą rzeczą na świecie. Nie zarejestrował więc nawet w którym momencie w Emily coś pękło. Kiedy jego słowa sprawiły, że oderwała się na chwilę od tego interesującego zajęcia jakim było pakowanie swoich rzeczy, żeby na stałe zniknęły z jego domu, stając przed nim i kipiąc z wściekłości, bo przegiął. Dopiero wtedy oderwał wzrok od swoich rąk, unosząc go i lokując go w jej wściekłej twarzy, choć wolałby spoglądać na nią uśmiechniętą. Emily była zraniona wystarczająco, a Harold musiał zranić ją jeszcze bardziej, przekręcając ten nóż, który wbił jej w plecy. Wzruszył więc ramionami i pozwolił sobie nawet na to, by na jego twarz wkradł się bezczelny wręcz uśmiech. Normalnie nie mógłby spojrzeć jej w oczy, bo w jego własnych mogłaby dostrzec prawdziwe cierpienie, które dałoby jej jakieś nadzieję na to, że jej była, wielka miłość nie była jakąś śmieszną farsą. Jednak Harold potrafił jak nikt maskować swoje prawdziwe uczucia, był świetnym aktorem i pragnął ukryć się w tym bezdusznym gościu, który już jej nie kochał.
-Bo myślałem, że cię kocham, chciałem z tobą być. Byłaś moją pierwszą dziewczyną i nie wyobrażałem sobie innego życia, niż te z tobą. Ale okazuje się, że mam jakieś życie bez ciebie, a moja miłość to tylko przyzwyczajenie. Nie kocham cię Emily, przykro mi - wydusił, powstrzymując swój łamiący się głos, który zadrżał lekko, kiedy usłyszał jak jej własny przestaje być już taki pewny. Jakby miała się rozpłakać i choć było to nieuniknione, to Harry musiał odetchnąć, policzyć w głowie do dziesięciu, żeby nie cofnąć swoich przykrych słów i nie uścisnąć jej mocno. Obiecał też sobie w duchu, że nigdy więcej jej nie zrani… w końcu nie będzie miał okazji, jeśli ich związek, jak i cała relacja zostanie pogrzebana raz na zawsze. Ściągnął brwi, kręcąc jednocześnie głową z politowaniem.
-Mhm, nie ma lepszej rozrywki niż sprawianie ci przykrości, masz rację- przyznał, nie chcąc już dyskutować. Wiedział dobrze, że temat z Emily był skończony i nie mógł nijak wpłynąć na to, żeby zmieniła zdanie. Jak nikt wiedział, że blondynka była uparta jak osioł i najlepsze co mógł zrobić to dać jej święty spokój i przestrzeń do tego, żeby bez zbędnych łez zniknęła już z jego życia.
-Przykro mi tylko z tego powodu, że oboje zmarnowaliśmy swój czas budując coś co nie miało szans - dodał jeszcze, przybijając tym gwóźdź do trumny. Odchrząknął tylko, chcąc tym zabić ciszę, przed burzą z pewnością i podniósł się z tej pufy, wciskając ręce do kieszeni dresów. Stał tak, nie do końca wiedząc co ze sobą zrobić. Może jednak najlepsza była taktyczna ucieczka z miejsca zdarzenia, co też poczynił zaraz, wycofując się z garderoby, w stronę swojej sypialni, by tam ochłonąć i pogodzić się z tym, czego nie dało się już ratować. Ale też po to, żeby ukryć przed swoją byłą narzeczoną łzy, które mimowolnie cisnęły się mu do oczu. Harry nie przywyknął do okazywania swoich złych emocji, jednak w obliczu tego nieuchronnego końca nie potrafił powstrzymać wzruszenia. W końcu łączyło ich coś pięknego, dopóki nie zaczął sukcesywnie tego niszczyć na poczet upajania się po kątach. Ciężko było powstrzymać płacz na myśl, że wszystko to miało się właśnie bezpowrotnie skończyć.

Emily Moretz
Piosenkarka, mieszkam w hotelu
Awatar użytkownika
24
163
Ona / jej
about
It's only after we've lost everything that we're free to do anything

Post

Nie kocham Cię Emily
Nie kocham Cię Emily
Nie kocham Cię Emily
Te słowa odbijały się w jej głowie niczym echo. Myślała, że zranił ją, gdy nazwał ją łatwą. Potem sądziła, że jej świat się rozpadł, gdy dowiedziała się o ciąży. Ale co czuć, gdy słyszy się te słowa od człowieka, z którym spędziło się ostatnich sześć lat wspólnego życia? Z którym chciało się spędzić kolejne przynajmniej sześćdziesiąt? Którego kochała tak bardzo, że była przy nim w zdrowiu i w chorobie? Którego wspierała w jego karierze aktorskiej? Kórego trzymała głowę, gdy wymiotował po kolejnych melanżach? Za którym wskoczyłaby w ogień bez mrugnięcia okiem? Jej świat się już nie rozpadał. Z kolei czuła jak cząstka jej bezpowrotnie umarła i bolało to tak bardzo, że aż zakręciło się w jej głowie. Złapała się ściany, aby nie stracić równowagi i słuchała jego kolejnych słów. Nie raniły one już tak bardzo, chyba nic już nie było w stanie jej zranić jeszcze bardziej.
- Przestań- powiedziała tylko cicho, nie chcąc już go więcej słuchać. Nie poznawała go. Jeszcze pół roku temu powiedziałaby, że się zgrywa i sobie z niej pogrywa. Że to jego najgłupszy żart na świecie. W końcu Em miała dobrą intuicję co do niego, zawsze wiedziała gdy ćpał. Czy mogła aż tak bardzo się mylić, jeżeli chodziło o pozostałe kwestie? Czy mogła nie zauważyć, że przestał ją kochać? Nie poznawała go w tym momencie, to nie był Harold. Ani ten trzeźwy ani ten naćpany, którego znała. A może to właśnie był prawdziwy Harold?

Stała tak zszokowana jego słowami, że nawet nie zauważyła, gdy wyszedł. Czy nastąpiło to dwie minuty temu czy dwadzieścia? Ciężko określić. Przez ten czas wpatrywała się martwo w jakiś nieznaczący punkt przed siebie. W końcu jednak jak robot, zaczęła znowu składać ubrania. Nie spieszyła się, robiła to standardowym tempem, składając je spokojnie do walizki. Gdy zapełniła je wszystkie, zaczęła je pokolei znosić do samochodu, w czym pomogła jej kochana Juanita, która chyba podsłuchiwała ich rozmowę, bo patrzyła się na Em niczym na zbitego szczeniaczka. Ale Emily nie chciała litości. Jak Harold chciał to tak zakończyć, to jego sprawa. Nie zaglądała nawet do niego, nie chciała już nigdy więcej go oglądać. Chociaż niestety wiedziała, że z uwagi na ich zawód to było nieuniknione. Ona była piosenkarką, on aktorem, ale jednak oboje siedzieli od lat w show biznesie. Pierwsza lepsza impreza i duże prawdopodobieństwo, że go tam spotka. Szczególnie jeżeli to będzie impreza, bo tych to Harold sobie nigdy nie odmawiał.

Na szczęście przez te kilka tygodni, gdy wrócili do siebie, nie zdążyła przewieźć wszystkich rzeczy. Wciąż wiele kartonów z jej rzeczami z Calabasas stały u matki w garażu od miesięcy. Nie chciało jej się tam zaglądać, to co miała teraz jej w zupełności wystarczało.
Gdy spakowała ostatnie rzeczy, weszła jeszcze na górę żeby zerknąć czy niczego nie zostawiła, ale wyglądało na to, że nie. Przechodząc obok sypialni stanęła na chwilę, wpatrując się w jej zamknięte drzwi. Walczyła ze sobą, żeby tam nie wejść. Ale co miałaby dalej zrobić? Miała słuchać o tym jaka jest łatwa, głupia i naiwna myśląc, że Harold ją kocha? Pokręciła głową sama do siebie i odwróciła się, aby zejść schodami na dół. Wtedy przypomniała sobie ich ostatnie zbliżenie, gdy niosąc ją na rękach, prawie się na nich wywalił. Przed jej oczami stanęły jej obrazy z tamtego dnia, gdy patrzył na nią z taką miłością, której nie można by udawać. Nikt do tej pory nigdy tak na nią nie patrzył. Spojrzała przez ramię jeszcze raz na te drzwi i przez jej głowę przeszła myśl, czy może te wszystkie dzisiejsze słowa Harolda były kłamstwem? Sposobem na poradzenie sobie z tą sytuacją. Bo skoro jej nie kochał, to czemu do niej wrócił po wypadku? Czemu był trzeźwy? Chciała wejść i zapytać się go o to, ale czy to by coś zmieniło? Czy byłoby jej łatwiej? Czy może jeszcze ciężej? Tego nie wiedziała, więc w końcu ze łzami w oczach zbiegła na dół wsiadając szybko do samochodu, którym odjechała spod domu, który miał być ich oazą spokoju, a zawsze już będzie kojarzyć się jej z miejscem, gdzie umarła cząstka niej.

Harold Sefolosha

ODPOWIEDZ

Wróć do „876”