sterniczka, pisarka, Los Feliz
Awatar użytkownika
24
167
ona, jej
about
przewodniczka wycieczek po wybrzeżu, która próbuje napisać książkę i nie zakochiwać się w swoim współlokatorze

Post

Gina próbowała w tym całym oczekiwaniu na kolejkę spoglądać wszędzie, byle tylko nie na swojego współlokatora. Podziwiała widoki, które roztaczały się wokół nich, odpuszczając w prawdzie te za jego głową, żeby jej wzrok przypadkiem nie uciekł do jego twarzy. Podziwiała innych narciarzy, którzy poruszali się zgrabnie, pokonując wszystkie trudności na stoku z prawdziwą gracją, z pewnością większą niż te przedszkole z którego dopiero co uciekła. Podziwiała nawet mieniący się w słońcu śnieg pod swoimi stopami, kiedy stąpała tak z nogi na nogę, bo to niekończące się czekanie i cisza, która gwizdała aż w uszach, zaczynała ciążyć jej na duszy.
I choć nie powinna się wcale tym zadręczać, bo te pocałunki przecież wcale nie zmieniły ich stosunków w żaden sposób, te wciąż pozostawały koleżeńskie. Chociaż Gina nie powinna wcale oczekiwać, że Matt padnie jej po nim do stóp, to jednak jego zirytowanie tym potencjalnym związkiem sprawiło, że poczuła jakieś dziwne ukłucie. Obiecała sobie, że ten wyjazd będzie odskocznią od wszystkich tych złych rzeczy, które ją spotkały, a jednak nie potrafiła wyrzucić z głowy tego niezadowolenia i rozmyślała uparcie skąd się wzięło, nawet wtedy, kiedy już siedzieli na swoim wagoniku. Gina nie była więc zbyt rozmowna, a wręcz nieobecna, jakby dryfowała tymi swoimi przemyśleniami w całkiem innym świecie. Wszystko jednak robiła machinalnie i kiedy wagonik znalazł się na samej górze, skinęła tylko głową, żeby zaraz zeskoczyć na ubity mocno śnieg, po którym od razu zaczęła sunąć w dół. Uśmiechnęła się tylko pod nosem, oddychając pełną piersią. Nie poruszała się bardzo szybko, bo wolała skupić się na przyjemności jaką niósł ze sobą ten delikatny wiatr we włosach i jednocześnie dawała sobie szansę na podziwianie gór wśród skrzypiącego pod stopami, śniegu. Matt popędził gdzieś przed blondynką, czując się na swoich nartach najwyraźniej już znacznie pewniej. Gina wciąż mogła widzieć jego plecy, ale te jednak oddalały się z każdą chwilą, którą wolała poświęcić na mozolne zsuwanie się w dół, kiedy jej uśmiech powiększył się nieco, a ona w końcu przestała myśleć o tym, co wydarzyło się wcześniej.
Ale może całe to jej rozczarowanie i zirytowanie nie odbiło się tylko na niej. W pewnym momencie gdzieś w oddali, niedalekiej usłyszała okrzyk zdumienia. Jej głowa automatycznie wystrzeliła w tamtym kierunku, żeby ujrzeć toczącego się w dół narciarza, choć wcale nie poruszał się on na swoich nartach, a… ciężko było stwierdzić całkiem na czym się w danym momencie poruszał. Jej kobieca intuicja natychmiast podpowiedziała jej, że był to Matthew, a kiedy znalazła się bliżej to tylko się w tym przekonaniu utwierdziła, rozpoznając go z tej odległości bez problemu. Jej początkowe rozbawienie, przez które parsknęła śmiechem było odruchowe, bo Gina nie zakładała wcale, że mogło stać mu się coś złego. Sama niejednokrotnie wywróciła się widowiskowo stając się pośmiewiskiem dla całego kurortu, kiedy jeszcze uczyła się jeździć, ale siniaki były jedyną pamiątką z tych wywrotek. Jej dobre serce sprawiło jednak, że zwolniła trochę, zatrzymując się w końcu koło blondyna, który wylegiwał się w najlepsze na tym śniegu, bo musiała się upewnić zwyczajnie, że wszystko było z nim w porządku.
-Wiesz, wbrew pozorom podniesienie się z nartami na nogach jest jeszcze trudniejsze niż samo zjeżdżanie- wymamrotała, przechylając głowę i wpatrując się w niego z lekkim rozbawieniem w oczach.
-Żyjesz? Teraz jak masz za sobą pierwszy upadek to można już nazwać cię prawdziwym narciarzem- dodała zaraz, tak na marne pocieszenie, opierając się na swoich kijkach.
Matt jednak wciąż uparcie milczał i Gina chyba dopiero wtedy, kiedy lepiej mu się przyjrzała zauważyła, że miał zamknięte oczy i nie poruszył się nawet odkąd tak nad nim ślęczała i paplała głupoty. A to przeraziło ją nie na żarty, tak, że natychmiast uklękła obok niego, odrzucając gdzieś swoje kijki na śnieg i potrząsając jego ramieniem. Może nie zdenerwowałaby się aż tak, gdyby nie jej nikła wiedza o jego dziwnej, tajemniczej przypadłości, przez którą jego mama obawiała się tych ekstremalnych rozrywek. Gina zaś wepchnęła go na ten wyciąg i przyczyniła się być może do najgorszego. Jej myśli pędziły jak szalone i pisały już czarne scenariusze, bo Matthew wcale nie reagował na jej energiczne potrząsanie nim.
-Tanner, nie wygłupiaj się- wymamrotała drżącym głosem, by zaraz nachylić się i przysunąć swoje ucho do jego lekko rozchylonych ust, wyczuwając, czy chłopak w ogóle oddychał. Ta chwila, zanim nie poczuła jego ciepłego oddechu wydawała się wiecznością, ale w końcu mogła wypuścić z płuc powietrze, które nieświadomie wstrzymywała. Matt może i był nieprzytomny, ale z pewnością żył. Odsunęła się więc od jego twarzy, chwytając ją za to obiema rękami, by nakierować ją prosto na swoją. Wtedy też zaczęła całe ocucanie swojego współlokatora i z jakiegoś powodu uznała, że najlepszym i najskuteczniejszym sposobem będzie klepanie go po policzku, z taką siłą żeby na pewno mógł to w tym swoim śnie poczuć.
-Nie ma czasu na spanie, wstawaj- mamrotała jeszcze, z nadzieją, że jej głos dotrze do niego i będzie mógł za nim podążać, żeby odzyskać w końcu świadomość. Uniosła też głowę, żeby rozejrzeć się za ewentualną pomocą, ale na żółtym stoku wciąż były praktycznie same dzieci i młodzież.

Matthew Tanner
strażak, Los Feliz
Awatar użytkownika
25
186
on/jego
about
I wanna cry and I wanna love, but all my tears have been used up

Post

Ogromnym kłamstwem byłoby powiedzenie, że ten efektowny upadek wcale go nie zabolał. Chociaż Matthew był opatulony w całkiem grube ciuchy, które nakupował przed wyjazdem, to mimo wszystko prędkość, którą rozwinął, zrobiła swoje. Całkiem nieźle nim potrząsnęło, kilkukrotnie uderzył też głową i twarzą o pokrywę śnieżną. Miał ogromne szczęście, że na jego drodze nie pojawił się żaden pominięty przypadkiem przy przygotowywaniu szlaku kamień, na którym mógłby rozbić ten swój głupi łeb. Ten sam, który wcale nie pomyślał, że jego sprostowanie ich zażyłości w jakiś sposób ugodzi w Ginę. Powiedział szczerą prawdę, chociaż mógł przybrać inny ton czy wyraz twarzy, to zabrzmiałoby to na pewno łagodniej. Jednak w tamtym momencie on po prostu chronił się przed tym określeniem twój chłopak i w tym wszystkim nie chodziło wcale o Ginę, tylko o niego i to jak miał pewne sprawy ułożone w głowie. I chociaż widocznie uciekł od tamtej sytuacji, to nie przyszło mu nawet do głowy, żeby to jakoś sprostować, tym bardziej że blondynka wydawała się nie wzruszona, więc chyba wszystko było w porządku.
Ostatecznie oberwał na tyle, że po tej próbie podniesienia się odleciał, tracąc przytomność. Leżał więc tak kompletnie bezwiednie, nie ruszając się w żaden celowy sposób. Gdy Hastings pojawiła się nad nim, to nie reagował, bo ani jej nie widział, ani jej nie słyszał. Co prawda nie lała się z niego krew - dorobił się tylko niewielkiego rozcięcia na kości policzkowej - więc nie wyglądał jak obraz nieszczęścia i rozpaczy, a nawet wyglądał, jakby sobie odpoczywał, a nie stracił kontakt z rzeczywistością. Jednak nie wygłupiał się i naprawdę pozostawał odcięty i dopiero próby Giny w ocuceniu go, zaczęły przynosić efekty.
Pierwszą reakcją było pojawienie się widocznego skrzywienia na jego twarzy, kiedy nadal miał zamknięte oczy. To oznaczało, że bolało, a to był dobry sygnał - w pewnym sensie - bo to oznaczało, że czuł, czyli nie doszło do jakiejś ogromnej tragedii. Z drugiej strony mogło boleć za mocno. I chociaż odczuwał różne punkty tego poobijania - na głowie, plecach, nogach, to jednak jego łapa odruchowo uniosła się i przyparła do jego brzucha, jakby ten gest miał jakkolwiek wpłynąć na to nieprzyjemne odczucie wywodzące się z tego rejonu. Na ten moment było trudno powiedzieć, czy był to skutek poobijania, czy ogromnego skoku stresu, będącego konsekwencją tej całej przewrotki, aczkolwiek na pewno coś mu doskwierało. Kolejnym etapem była próba otworzenia oczu, co wcale nie przyszło mu tak łatwo, bo powieki wydawały się ciężkie, a jego oczy nie w pełni obecne. Dopiero gdy ulokował je na jej twarzy, to nabrały większej ostrości i przytomności.
- Chyba życzyłaś mi połamania nóg - odpowiedział cicho, słyszalnie zachrypniętym głosem, a kąciki jego ust na moment nawet ruszyły ku górze, kiedy wpatrywał się w jej ciemne tęczówki. Minęło jeszcze może kilka sekund, jednak z każdą kolejną jego spojrzenie wpatrywało się w nią z mniejszą obecnością. Jakby na nią patrzył, ale przestawał ją dostrzegać. Aż stawało się coraz bardziej puste. I końcowo jego powieki ponownie opadły w dół, cała głowa przechyliła się w bok, stając się bezwiedna, a wszelkie napięcie na mięśniach twarzy zniknęło. Jakby ponownie całościowo stał się kompletnie nieprzytomny i bezbronny. Jakby odleciał… może na tamten świat?
I chociaż trwało to chwilę, bo jednak podstawą tego przedstawienia była ciekawość, to mimo wszystko Matt nie wytrzymał zbyt długo i zaraz na jego twarzy ponownie pojawił się uśmiech, który świadczył o jego małym przedstawieniu. Oczywiście początkowo naprawdę go odcięło i odczuwał ból w różnych miejscach, ale na sam koniec już tylko próbował ją przestraszyć i sprawdzić jej reakcję. W końcu, gdy się zdradził, to prędko otworzył oczy i obrócił twarz w jej stronę.
- Żałuję, że nie widziałem twojej miny - powiedział z bezczelnym uśmiechem na twarzy, który pokazywał, że Tanner nie miał żadnych wyrzutów sumienia.

Gina Hastings
sterniczka, pisarka, Los Feliz
Awatar użytkownika
24
167
ona, jej
about
przewodniczka wycieczek po wybrzeżu, która próbuje napisać książkę i nie zakochiwać się w swoim współlokatorze

Post

Pomoc nie nadchodziła z żadnej strony, a Gina nadal klepała blondyna po twarzy, czerwonej z zimna, a może od tych policzków, modląc się, żeby odzyskał przytomność. Nie mogła mieć go na sumieniu po raz kolejny, przecież już raz doprowadziła go do prawie agonalnego stanu i jej sumienie nie mogło pozwolić na to, by stało się to po raz kolejny. Tym bardziej teraz, kiedy zdążyła już polubić jego obecność i nie wyobrażała sobie wcale, żeby miało go zabraknąć. Może właśnie dlatego z tej desperacji zdzieliła go mocniej, potrząsając delikatnie jego głową na boki. Wtedy też Matt zaczął powoli odzyskiwać świadomość, co mogła dostrzec po lekkim grymasie bólu, a może niezadowolenia, na jego twarzy. Uśmiechnęła się odruchowo, bo ogromny kamień spadł jej z serca, kiedy chłopak zaczął powoli, z wielkim trudem otwierać oczy. Może zbyt szybko zaczęła też zasypywać go gradem pytań, pod tytułem- Co cię boli?, bo Matt z pewnością nie wyglądał na całkiem świadomego tego co się wokół niego działo. Może myślami był już w słonecznym Los Angeles, ale lepiej tam, w domu, niż na tamtym świecie. Pokiwała głową, wypuszczając z płuc powietrze, które wciąż wstrzymywała, kiedy próbowała go ocucić.
-Tak ale nie połamałeś… chyba- rzuciła, uświadamiając sobie, że nie mogła z pewnością stwierdzić co takiego mu dolegało. Pod tą grubą warstwą ciepłych ciuchów nie mogła wcale dostrzec żadnych ran, choć jego nogi wyglądały na całkiem zdrowe. Przynajmniej nie były powyginane w żadnych dziwnych pozycjach, co z pewnością było jakąś dobrą prognozą -Jesteś cały? - upewniła się, jednak spojrzenie blondyna znów stawało się nieobecne, a Gina miała wrażenie, że znów gdzieś odpływał, do tego słonecznego Los Angeles, zostawiając ją samą z tym stresem. Zaklęła pod nosem, mamrocząc do siebie i kręcąc głową -O nie, nie, nie, nie rób mi tego- jęknęła, bo dopiero co odetchnęła z ulgą, że Matthew jednak nie umierał, a znów musiała podtrzymywać jego głowę, by ta nie zwisała tak bezwładnie po boku, kiedy znów stracił przytomność. Mogła to zrozumieć przy pierwszym upadku, jednak kiedy działo się to znów, to nie mogło świadczyć o niczym dobrym. Ginie nagle zrobiło się gorąco i przypominała sobie już całą procedurę pierwszej pomocy, którą znała ze swojej poprzedniej pracy, kiedy była ratowniczką jak Pamela Anderson. Nie mogła pozwolić, żeby stres wziął nad nią górę, więc odetchnęła i już nachylała się, by sprawdzić znów czy oddychał, kiedy na twarz chłopaka wkradł się ten uśmiech. Uśmiech, który zdradził jego głupie żarty i sprawił, że Gina ściągnęła brwi w konsternacji. Nie podzielała wcale radości Tannera, nie uważała, żeby było to zabawne i było to gołym okiem widać na jej twarzy, która z wyrazu totalnego zdziwienia zmieniała się pomału w taką bardziej… wkurwioną.
-Normalny to ty chyba nie jesteś?- zapytała niby spokojnie, a jednak tonem ostrym jak brzytwa. Chwyciła też w garść sporą ilość śniegu, żeby zaraz rozpaćkać ją na twarzy blondyna i wetrzeć mu ten lodowaty puch w tą przyozdobioną bezczelnym uśmiechem buźkę, żeby zaraz zniknął bezpowrotnie.
-Proszę, to tak żebyś ochłonął i nie wpadał więcej na takie posrane pomysły… i wiesz co? Sam sobie jeździj, ja stąd spadam- prychnęła obrażona odsuwając się od Matta i próbując wstać.
Ale że podnoszenie się z nartami na nogach to prawdziwy wyczyn godny akrobaty, to te spadanie trwało dłużej niż Gina by tego chciała i wcale nie było tak spektakularne. W końcu jednak zasapana stanęła na prostych nogach, poprawiając włosy i rozglądając się po śniegu za swoją czapką która w całym tym zamieszaniu z umieraniem w roli głównej gdzieś zniknęła. Bardzo śmieszne, wymamrotała jeszcze do blondyna zirytowana i nachyliła się po swoje kijki, a wtedy całkiem niechcący smyknęła jej się noga, tak, że Regina spadła jedynie na śnieg tuż obok swojego współlokatora, nieomal ryjąc o niego swoją twarzą. Może zostałaby najładniejszym bałwanem w tym zimowym sezonie?

Matthew Tanner
strażak, Los Feliz
Awatar użytkownika
25
186
on/jego
about
I wanna cry and I wanna love, but all my tears have been used up

Post

Faktycznie to zapewne nie był najśmieszniejszy żart, przynajmniej z punktu widzenia Giny. Jednak Matt tego jakoś dogłębnie nie przemyślał, tylko zwyczajnie wykorzystał nadarzającą się okazję, no i był trochę zaciekawiony jej potencjalną reakcją, a dokładnie jej poziom przejęcia. Więc gdy wiedział już, jaki on był, po tych panicznie brzmiących słowach, to mógł przestać udawać i powrócić do żywych. Gdy otworzył oczy i przeniósł swój wzrok na blondynkę, to mimo wszystko nie za bardzo rozumiał, skąd to niezadowolenie? Bo jednak dopiero co tak nim się przejmowała, a gdy okazało się, że był całkiem zdrowy, to jednak wyglądała na zdenerwowaną. To znaczy, może nie tak całkiem. Po tym upadku faktyczne trochę się poobijał, bolało go w kilku miejscach, ale zapewne skończy się na barwnych siniakach i niczym więcej.
Na to retoryczne pytanie uśmiechnął się szeroko, jakby na potwierdzenie, że samego siebie do tych normalnych wcale nie zaliczał. Jeszcze wtedy - pomimo jej srogo wyglądającego wyrazu twarzy oraz tego zaostrzonego tonu - nie rozumiał, jaka była powaga tej sytuacji. Raczej zakładał, że to wszystko obróci się w rozbawienie, szczególnie po tym, jak oberwał tym śniegiem prosto w mordkę. Mocno zacisnął oczy i zaraz zaczął pozbywać się resztek puchu ze swojej twarzy, ale mimo wszystko uśmiech cały czas mu towarzyszył.
- Co? Dopiero co prosiłaś, żebym nie odlatywał, a teraz ty mnie zostawiasz? - zapytał nadal radosnym tonem, wpatrując się w nią ze swego rodzaju bezczelnością. Jakby wytknięcie jej tego sprawiało mu jakąś dziwną satysfakcję. Jednak w końcu zorientował się, że Hastings wcale nie żartowała, naprawdę była obrażona i miała zamiar go zostawić, bo najwyraźniej przesadził ze swoimi żartami.
- Ej, weź Gina, nie obrażaj się na mnie - powiedział, powoli podnosząc się do góry na swoim łokciu. Podczas tych jej prób wstawania i spadania udało się mu jeszcze usiąść tak, by pozostać podpartym na dłoniach, a jego tułów pozostawał niemal w pełni wyprostowany. Widząc jej starania, chyba wolał nie iść dalej i nie próbować samemu wstawać. - To był tylko głupi żart - zdążył powiedzieć, jeszcze przed tym jej widowiskowym upadkiem. Po nim nie mógł powstrzymać się od głośnego roześmiania się, na które pozwolił sobie, bo jednak nie wyglądało ono jakoś bardzo niebezpiecznie.
- Gina… - zaczął mówić, chcąc wykorzystać tę szansę, którą dostał na to, żeby ją powstrzymać, bo było pewne, że jak blondynka podniesie się i odjedzie, to on jej nie dogoni. Przekręcił się tułowiem bardziej w jej stronę, jednocześnie odpychając się jedną dłonią i podtrzymując się już tylko na jednej. - Hej, bałwanku - powiedział już o wiele spokojniejszym i cieplejszym głosem, gdy jego dłoń powędrowała do jej włosów, w których znajdował się śnieg. Odgarnął go swoimi palcami, a na koniec przejechał jeszcze kciukiem po jej policzku, by pozbyć się z niego resztek białego puchu. - Przepraszam. Naprawdę. Obiecuję nie robić już takich durnych żartów. Zgoda? - zapytał, wpatrując się w jej buzię z przejęciem i powagą, które miały pokazywać, że tym razem Matt nie miał zamiaru jakkolwiek zażartować sobie, tylko dążył do porozumienia.

Gina Hastings
sterniczka, pisarka, Los Feliz
Awatar użytkownika
24
167
ona, jej
about
przewodniczka wycieczek po wybrzeżu, która próbuje napisać książkę i nie zakochiwać się w swoim współlokatorze

Post

            Matthew najwyraźniej był wyjątkowo rozbawiony jej widowiskowym upadkiem, a Gina, choć wciąż obrażona, to nie pozostała mu wcale dłużna. Parsknęła śmiechem, kiedy wylądowała twardo na ubitym śniegu, choć z jej ust zaraz wyrwało się głośne jęknięcie na skutek tej chwilowej porażki. Wypuściła głośno powietrze z płuc i nagle zapomniała o całej tej udaremnionej ucieczce. Jej kości były chyba całe i przez chwilę milczała, w głębokim zastanowieniu doszukując się jakichkolwiek oznak bólu. Wtedy Matt nagle znów znalazł się blisko niej, odgarniając jej wilgotne od śniegu włosy i strzepując jego resztki z jej policzków. Twarz ją piekła, choć wyjątkowo nie od dotyku blondyna, a od tego lodowatego śniegu, który dostał się na jej rozgrzaną już skórę. Przyłożyła obie dłonie schowane w puchatych rękawiczkach do swoich policzków, kiedy Matt zabrał już swój kciuk z jej twarzy, w desperackiej próbie ogrzania ich, jednak nie przyniosło to wyjątkowych efektów. Uśmiechnęła się mimowolnie pod nosem, kiedy blondyn nazwał ją bałwanem. W duchu musiała przyznać, że było to wyjątkowo urocze, a jednak wciąż nie mogła pozbyć się tego ostrego tonu, który wciąż odbijał się echem w jej głowie, jak jakaś natrętna mucha. Spojrzała na blondyna rozbawiona, ściągając brwi.
-Mhm, tylko nie próbuj mnie czarować tym swoim spojrzeniem, bo już na mnie nie działa- rzuciła uszczypliwie, nie chcąc dawać mu tej satysfakcji za żadne skarby świata. Przecież nie mógł zachowywać się tak, jakby bycie z nią w jakimkolwiek związku, było uwłaczające jego godności, a zaraz się przymilać. Nawet jeśli samej Ginie ciężko było wyobrazić sobie głębszą relację, która mogłaby ich połączyć, bo wciąż miała swoje obawy pod tytułem- Co jeśli się nie uda?
Nie zamierzała jednak dłużej zaprzątać swojej biednej głowy tymi rozterkami, przynajmniej nie na tym wyjeździe. Uśmiechnęła się więc z zadowoleniem, popychając blondyna delikatnie na śnieg, a sama podniosła się z trudem, chwytając jeszcze swoją czapkę, która leżała na śniegu.
-Chodź, prawie się już połamałeś więc możemy dołączyć do reszty- stwierdziła, bo przecież żadne upadki nie były już mu straszne. Nabrał doświadczenia w tym najgorszym i mogli już bez obaw udać się na trochę bardziej wymagającą górkę, gdzie bawiło się wyśmienicie ich wspaniałe towarzystwo.
Gina zaspokoiła swoje narciarskie potrzeby i ściągnęła narty dopiero wtedy, kiedy jej łydki piekły już niemiłosiernie. Zapomniała na moment o swojej cierpiącej dumie i zjedli nawet obiad w szampańskich nastrojach, a Gina nawet przydreptała do blondyna z obiecanym grzańcem na rozgrzanie.
Po tym wystawnym obiedzie, po którym nikt nie miał już sił, żeby jeździć dalej na nartach, wszyscy wrócili do domu, a Gina zaraz zniknęła w swoim pokoju. Trochę to trwało zanim zrzuciła z siebie wszystkie te warstwy, wełniane swetry i kombinezon, a że pod nim była cała mokra to wskoczyła pod prysznic, po którym ubrała się z powrotem w kolejny sweter, korzystając z okazji, że mogła uciec na trochę od gorącego klimatu Los Angeles. Wciągnęła też getry i opatuliła się grubym kocem, siadając na moment na łóżku. Co wcale nie było najlepszym pomysłem, bo od tego przyjemnego ciepła i mięciutkiego koca jej powieki niebezpiecznie się ze sobą sklejały i niewiele jej już brakowało, do upragnionej nagle drzemki.

Matthew Tanner
strażak, Los Feliz
Awatar użytkownika
25
186
on/jego
about
I wanna cry and I wanna love, but all my tears have been used up

Post

Mattowi nie przeszło nawet przez myśl, że całościowo pomiędzy nimi było coś nie tak. Oczywiście ten jego żart nie należał do najlepszych, jednak liczył na szybkie i miłe załagodzenie sytuacji. W końcu każdy uczył się na swoich błędach, więc on też mógł. Zatem przeprosił ją szczerze, uśmiechał się do niej ciepło i patrzył na nią z widocznym rozczuleniem, bo jednak swoją drogą, to jej przejęcie było naprawdę urocze i zwyczajnie zrobiło mu się miło, że ono się pojawiło… jednak jego pozytywne odczucia, jak szybko się pojawiły, tak prędko też zniknęły. Gina prędko i boleśnie sprowadziła go na ziemię, sprawiając że jego uśmiech momentalnie zmalał. Co prawda nie miał pojęcia, jak to jego spojrzenie miało wcześniej na nią działać, jednak skoro teraz już nie działo, to nie był to dobry kierunek zmian. Tym bardziej że nie zabrzmiało to, jak jakiś żart, na który mógłby jakoś jej się odgryźć. Raczej Matthew odebrał to jako próbę zbudowania należytego dystansu między nimi, tak więc zabrał swoją łapę z jej buzi i nawet w żaden sposób na to nie odpowiedział, tylko obejrzał się za siebie, by zlokalizować swoje kijki.
Chwilę później tylko przytaknął jej w tym, że faktycznie mogli się już zbierać do reszty paczki. Jednak po tym, jak wylądował ponownie na śniegu, to wcale nie śpieszyło mu się ze wstawaniem. Wolał zrobić to powoli, a raz i dobrze. Po tym, jak już się podniósł, wrócił się jeszcze po kijki. Poprawił narty, strój i powędrował za Giną. Później Tanner przyłączył się bardziej do chłopaków. Jeszcze kilka razy zaliczył kilka upadków, więc ostatecznie zrezygnował, gdy czuł się już zmęczony i wystarczająco poobijany. Jednak gdy blondynka dołączyła do niego z grzańcem, to przyjął go z wielką ochotą.
Gdy ostatecznie wrócili do domu, to Matt zajął miejsce w kuchni z chłopakami. W kwestii łazienki, to wiadomo, że panie miały pierwszeństwo, więc on tylko zabrał z pokoju komplet dresowych spodni i bluzę, po czym powrócił do rozmowy przy stole. Za bardzo nie chciało mu się nawet od niego wstawać, jednak z drugiej strony też chciał pozbyć się tych ciuchów, które miał na sobie. Gdy łazienka na górze ostatecznie zwolniła się, to powędrował do niej, by wziąć długi, ciepły prysznic. Po nim, zanim się jeszcze ubrał, to poprzyglądał się swoim śladom po jego dzisiejszej walce o równowagę, którą często przegrywał. Wciągnął na siebie ciuchy i powędrował do swojego pokoju… do którego niestety nie dostał się. Był zamknięty od środka i wcale nie wyglądało, jakby jego kompan był w nim sam. Zaraz dostał od niego krótkiego smsa, po którym wykręcił się i ponownie powędrował na dół. Jednak tam nie było żywej duszy, bo wszyscy byli już zmęczeni i pozbierali się już do sypialni. Pierwszy pomysł Matta był taki, że to „przeczeka”, jednak to czekanie szybko mu się znudziło, bo sam był już wyczerpany. Powrócił ponownie na górę, by zatrzymać się pod jej drzwiami. Jeszcze na moment zwątpił, ale ostatecznie zapukał. Poczekał grzecznie, aż mu otworzyła bądź dała jakiś znak, by sam mógł otworzyć drzwi i wtedy to zrobił. Zatrzymał się w progu, przenosząc na nią swoje pytające spojrzenie. - Przenocujesz mnie? Nie mogę dostać się do sypialni, bo mój towarzysz sprowadził sobie jakąś pannę - wyjaśnił krótko, zwięźle i na temat, o co chodziło i dlaczego. W ostateczności zostawała mu jeszcze mała, nierozkładana kanapa na dole, ale zapewne średnio wyspałby się na niej, a przecież wiedział, że Gina miała dwuosobowy pokój, tak więc założył, że nie będzie miała problemu, by podzielić się nim na jedną noc ze swoim współlokatorem.

Gina Hastings
sterniczka, pisarka, Los Feliz
Awatar użytkownika
24
167
ona, jej
about
przewodniczka wycieczek po wybrzeżu, która próbuje napisać książkę i nie zakochiwać się w swoim współlokatorze

Post

            Gina powoli już odpływała. Ciepło, które stworzyła sobie pod tym kocem przyjemnie otulało jej ciało, zrobiło jej się błogo, a powieki robiły się coraz cięższe, jakby wpadała w jakąś hipnozę. Nie chciała marnować wieczoru na spanie, chciała korzystać z wyjazdu i wszystkich tych uciech, które ją czekały, ale ciężko było się oprzeć tej chęci przymknięcia oczu chociaż na chwilkę. Każda komórka w jej ciele pragnęła krótkiej drzemki, choć ta skończyłaby się zdezorientowaniem o poranku. Gina jednak nie miała sił, by oprzeć się tej potrzebie i opatuliła się kocem jeszcze bardziej, ale kiedy już powoli odpływała to ze snu wyrwał ją dźwięk telefonu. Mruknęła tylko pod nosem coś niezrozumiałego, podnosząc się na łokciu. Na wpół jeszcze śpiąca nachyliła się do swojej szafki nocnej, spoglądając lekko zmrużonymi oczami na wyświetlacz. Mama. Uśmiechnęła się tylko pod nosem, a że znała swoją rodzicielkę jak własną kieszeń to wiedziała, że ta łaknąca nowinek będzie dzwoniła choćby całą noc, dopóki nie usłyszy po drugiej stronie głosu swojej córy marnotrawnej. W końcu wspólny wyjazd z byłym mógł okazać się prawdziwą katastrofą. Gina wcisnęła więc zieloną słuchawkę i zagłębiła się w rozmowę ze swoją matką. Ta pogawędką nie trwała jednak długo, bo nie miała dla niej przecież żadnych porywających wieści i Juliana najwyraźniej uznała, że było jednak zbyt… nudno. Gina za to odkładając telefon czuła się już całkiem rozbudzona i rządna przygód.
Ubrała się cieplej i już miała wychodzić z pokoju, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Nie spodziewała się żadnych gości, zresztą w całym domku panowała już prawie niczym niezmącona cisza, która nie zwiastowała kolejnego babskiego wieczoru. Otworzyła je jednak, stając przed lekko zmieszanym Mattem. Chłopak wyglądał trochę tak, jakby chciał się zmyć, jednak ostatecznie z jego ust padła ta prośba. Gina zaśmiała się tylko lekko, kiwając głową.
- Znudziło mu się już gotowanie klejnotów w jacuzzi?- zastanowiła się na głos, a zaraz uchyliła drzwi bardziej, robiąc mu miejsce, żeby mógł wejść do środka –Możesz tu spać, nie widzę żadnych przeciwwskazań- rzuciła z zabójczą powagą. W końcu już mieli okazję mieszkać chwilę w jednym pokoju i Gina nie wspominała tego z jakąś zgrozą. Matthew ani nie chrapał, ani nie nastawiał budzików, które dzwoniły jak wściekłe co pięć minut. Mogli więc resztę wyjazdu spędzić we względnej harmonii. Nie musiała pokazywać mu które łóżko zajęła, bo było zawalone górą jej swetrów i różowym kocem, pod którym jeszcze tak niedawno zasypiała, więc uśmiechnęła się tylko zachęcająco.
-Ja właśnie szłam na spacer, więc czuj się jak u siebie i widzimy się pewnie rano- rzuciła w końcu, zakładając, że Matt był zmęczony i nie dałby rady walczyć ze snem do jej powrotu. Nie proponowała mu też wspólnego spaceru, bo wolała być samolubna i cieszyć oko pięknymi widokami w samotności. Mogła też w ciszy pomyśleć nad tymi swoimi rozterkami, więc uśmiechnęła się na odchodne i zostawiła blondyna w ich pokoju. A później zniknęła nie wiadomo gdzie i nie wiadomo na jak długo, bo w końcu dla odmiany postanowiła nie być jak stara baba, która chodzi spać po wieczornych wiadomościach. I bardzo jej taki stan rzeczy odpowiadał.
Tak bardzo, że na samym spacerze i podziwianiu widoków jej wyprawa wcale się nie skończyła. Miasteczko znajdowało się zaledwie rzut beretem od ich tymczasowego lokum i nogi same poniosły ją w jego stronę. Może jak ćma leciała w stronę światła, a może jednak uświadomiła sobie, że samotne spacery po zmroku w bliskiej, leśnej okolicy nie były wcale rozsądne. Nawet jeśli miejsce było bardzo rodzinne, o czym mogła przekonać się na stoku, to jednak nie gwarantowało jej to bezpieczeństwa. Jej spacer był więc właściwie szybkim marszem, który zwolniła dopiero wtedy, kiedy znalazła się na oświetlonej ulicy. Tam mogła się już relaksować, ale nie długo, bo zmarznięta w końcu wymarzyła sobie grzańca. Wieczorami temperatury były już srogie, a to nie sprzyjało wcale przyjemności ze spacerowania, więc z ulgą przyjęła fakt, że lokalny bar był otwarty... do ostatniego klienta. A tych nie brakowało, choć byli to w większości starsi ludzie. Giny wcale to jednak nie zraziło, tylko usiadła sobie przy barze wśród nich, grzecznie czekając na swojego drinka.
Nie przypuszczała wcale, że jej wieczór zamieni się w późną noc, jeden drink zamieni się w całe morze wódy, która była podobno najlepsza na rozgrzanie się, a jej nowym przyjacielem zostanie starszy pan, Włoch Pietro, z długą, siwą brodą, wielkim brzuchem, który ledwo mieścił się w spodniach, śpiewający jej, ucieszonej całej swoje ojczyste piosenki.

Matthew Tanner
strażak, Los Feliz
Awatar użytkownika
25
186
on/jego
about
I wanna cry and I wanna love, but all my tears have been used up

Post

Ostatnie, o czym Matthew chciał rozmawiać, to klejnoty jego kumpla. Na samo ich wspomnienie skrzywił się widocznie. Wiedział, co działo się właśnie w jego pokoju, ale wolał nie przywoływać żadnych zbyt konkretnych wyobrażeń tych wydarzeń. Jednak faktycznie Gina musiała mieć rację, najwidoczniej jego jajca były już ugotowane i gotowe do działania, którego jego nowa znajoma nie miała zamiaru mu odmawiać. Nawet przymknął na moment oczy, licząc że w ten sposób pozbędzie się tego wyobrażenia z głowy. Ostatecznie najbardziej chyba pomogło to, że Gina zgodziła się, chociaż raczej nie usłyszał w jej głosie zbyt ogromnego zadowolenia. Jednak liczyło się dla niego to, że przynajmniej miał gdzie spać, a może jak księżniczka położy się już do łóżka i zrobi się zmęczona, to będzie jakoś łatwiej do niej dotrzeć… tak, to brzmiało na dobry plan. Przynajmniej przez tych kilkanaście sekund, bo zaraz oznajmiła mu, że wybiera się na spacer.
- Okej, tylko nie wracaj zbyt późno… w końcu jutro też idziemy na narty - szybko uargumentował swoją pierwszą część wypowiedzi, chociaż wcale nie chodziło mu o potencjalne zmęczenie. Było późno, zimno i ciemno, więc samotny spacer wcale nie brzmiał dla niego bezpiecznie. Jednak nie miał zamiaru wpraszać się na niego, bo gdyby Gina chciała, to sama zaproponowałaby mu to. Wszedł do środka, pozwalając jej wyjść i zaraz został sam w jej pokoju.
Miał pecha, bo nie miał dostępu do żadnych swoich rzeczy. Musiał wystarczyć mu telefon, który nawet nie miał pełnej baterii. Z braku laku Matt od razu powędrował do wolnego łóżka, by rozłożyć się i odpocząć. Zaczął przeglądać telefon, zajmując się jakimiś głupotami, a czas zaczął mu powoli uciekać. A później coraz szybciej, bo okazało się, że usnął. Kiedy ocknął się ponownie, to poraziło go zapalone światło. Nie wydawało mu się, że minęło wiele czasu, dopiero gdy zerknął na ekran telefonu, to uświadomił sobie, że było już naprawdę późno. - Nie idziesz jeszcze spać? - zapytał, odwracając się do tyłu i… dostrzegł, że blondynki nie było w pokoju. - Gina? - zapytał, jakby Hastings mogła gdzieś się ukryć. Podniósł się naprawdę szybko i zaraz już wykręcił numer do dziewczyny. Jednak oczywiście nie odbierała. Bądź nie mogła odebrać. Prędko opuścił pokój i zajął się sprawdzaniem pomieszczeń wspólnych, nawet tego głupiego jacuzzi, jednak nigdzie nie było jego współlokatorki. Wtedy zaczął się naprawdę martwić. Nie myśląc zbyt długo, narzucił na plecy kurtkę i stwierdził, że musi pójść ją szukać.
Dzięki temu, że śnieg przestał padać, to początkowo mógł podążać jej śladami. Przynajmniej nie zakładał, że ktoś inny opuszczał ich domek w międzyczasie. Podświetlał je sobie latarką w telefonie i tak zawędrował do miasteczka. Niestety tam ślady się urywały albo inaczej pojawiało się ich na tyle dużo, że nie mógł dostrzec tych Giny. Stwierdził, że jedyne co mógł zrobić - poza ciągłymi próbami dzwonienia do niej, aż rozładował się jego telefon - to zaglądanie do jeszcze otwartych lokali i poszukiwania blondynki. Nie odwiedził ich dużo, bo większość była już zamknięta. W dwóch z nich po wcześniejszym rozejrzeniu się pytał o blondynkę, opisując jej wygląd i to jak była ubrana, jednak nikt nie potrafił mu pomóc. Wtedy zawędrował do kolejnego lokalu, który też był prawie pusty, jednak znajdowała się w nim ta jedna osoba, której z takim zaniepokojeniem i zniecierpliwieniem szukał.
- Gina, czy ty zwariowałaś? Dlaczego nie odbierałaś ode mnie telefonu? Wiesz, która jest godzina? - powiedział, podchodząc do niej i zatrzymując się pomiędzy nią, a jej rozmówcą. Oczywiście zakładał, że działała celowo, chociaż nie potrafiłby wskazać żadnych logicznych przyczyn tego zachowania i w tym momencie jeszcze nie zarejestrował stanu, w którym znajdowała się dziewczyna.

Gina Hastings
ODPOWIEDZ

Wróć do „podróże”