ODPOWIEDZ
aktorka, Calabasas
Awatar użytkownika
21
175
she/her
about
it's easy to confuse feelings for something they aren't, especially when eye-contact is involved.

Post

015.
            Przez wydarzenia z nocy noworocznej, Mallory coraz gorzej spała, a właściwie przez większość czasu tego nie robiła. Nie pomagały jej nawet wypalane w dużej ilości jointy, więc w końcu postanowiła pójść do lekarza, z prośbą o wypisanie tabletek na sen. Oczywiście jako powód podała stres związany z pracą, bo nie chciała przyznać nikomu, nawet lekarzom, o tym co się wydarzyło na imprezie z ekipą z planu. Próbowała o tym zapomnieć, nie myśleć, ale średnio jej to wychodziło. Nawet teraz, kiedy leżała w łóżku, miała flashbacki. Próbowała się zdrzemnąć przed imprezą Dolly, ale nie mogła. Najpierw zapaliła sobie jakieś lawendowe świece, które mają pomagać w usypianiu, ale przekręcała się z boku na bok. Zapaliła też skręta, ale finalnie i tak sięgnęła po lekarstwo wypisane przez lekarza. Nie minęło nawet pół godziny, kiedy usnęła z jointem w dłoni i porozstawianymi, palącymi się świecami. I to na pewno było błędem, bo następne co pamiętała to światła koguta wozu strażackiego; nie była pewna czy jej się to śniło, czy faktycznie działo się to naprawdę. Kiedy otworzyła oczy, była wynoszona z pokoju przez strażaka, który coś do niej mówił, ale ona nie potrafiła zrozumieć ani jednego słowa.
            Została położona na kanapie w salonie, gdzie powoli wybudzając się z twardego snu. Ciężko jej było złapać oddech, przy niej kucał ten sam mężczyzna, który prawdopodobnie uratował jej życie, pomimo iż nie była jeszcze tego świadoma. Kątem oka zobaczyła zmartwioną gosposie oraz jej męża, który opiekował się jej krową i koniem. Nie wiedziała co się dzieje, powoli oparła się na łokciach, zdając sobie sprawę, że była w samej koszulce i majtkach. Czyżby wzięła za dużą dawkę leku? Nie, pamiętała, że wzięła tylko jedną tabletkę, więc to na pewno nie to.
            — Co się stało? — zapytała słabo i kaszlnęła; drapało ją w gardle i dopiero teraz uderzył ją nieprzyjemny zapach spalenizny. Od razu spojrzała na odkryte części ciała, ale nie było śladu oparzeń. Pamiętała też, że usnęła ze skrętem w dłoni oraz świeczkami porozstawianymi po pokoju i chyba dodała dwa do dwóch, bo usiadła gwałtownie na kanapie, aż zakręciło jej się w głowie.
            Wywołała pożar i najwyraźniej miała więcej szczęścia niż rozumu, bo wyszła z tego nie dosyć, że żywa, to bez żadnych obrażeń. Dom też stał w stanie nienaruszonym — a przynajmniej ta część posiadłości — więc pewnie zniszczeniu uległa tylko jej sypialnia. A przynajmniej taką miała nadzieję, nie chciała przecież narażać nikogo na niebezpieczeństwo, nie chciała też nikogo wystraszyć i cieszyła się, że Dolly spędzała noc w swoim nowym domu.

Gio Moretti
Two pills and a red wine
I don't care to be alright
Baby, don't you cry
Call you in the late night
I don't wanna think about you
but I'm so fucked up
’cause all I want is you
okrucieństwo wobec dzieci i zwierząt, pająki, a oprócz tego nie lubię głupoty, metagamingu, gary i mary sue, braku konsekwencji na fabułach
medusa#7306
Strażak, Venice
Awatar użytkownika
32
183
Jego/on
about
In Los Angeles, everyone is a star

Post

Praca strażaka miała swoje wady i zalety. Zaletami na pewno był uśmiech u ocalonej osoby, którą uratowało się z pożaru, albo z wypadku i miało się pewność, że z problemów wyjdzie się cało. A czas i pułk lekarzy i specjalistów zastępował obecność dzielnego strażaka. A wadą... Wadą z pewnością było to uczucie i wyrzuty, gdy nie udało się kogoś uratować. Gdy było za późno. W swojej krótkiej karierze strażackiej Gio spotkał się z tym, aby raz. Z tą złą stroną bycia herosem. Przez kilka tygodni nie potrafił się pozbierać. Dopiero uzależnienie od samego przebywania w remizie, dłubanie przy drobiazgach spodobało, że z dnia na dzień mu przeszlo. Do dzisiejszego wezwania. Nie było duże, nie wymagało kilku wozów strażackich. Wyjechał tylko jego wóz. Nie przyglądał się posiadłości, której nie strawił ogień. Nawet nie kojarzył na jaką dzielnice jedzie, chociaż z komentarzy kolegów po fachu mógł wywnioskować, że na biednych nie trafią. Może nie reagował tak, bo sam nacodzień miał taki widok? Widok nieszczęśliwego życia ptaka uwięzionego w złotej klatce? Nic nie wskazywalo na poważne uszkodzenia. Swąd dymu i spalenizny dochodził z konkretnego miejsca, z którego po chwili wyszedł sam Gio z nieprzytomną dziewczyna na wierzchu. Po wejściu do pokoju praktycznie w stu procentach był pewny, co spowodowało zaproszenie ognia, który został ugaszony bardzo sprawnie. Oczywiście na samym gaszeniu się nie skończyło, ale Gio został przydzielony do czegoś innego. Zamiast oceniać szkody i sprawdzać, czy zagrożenie napewno minęło ze szklanką oczekiwał na powrót do żywych właścicielki posiadłości. Kask strażacki leżał u jego nóg. Przez krótkofalówkę przekazywał raport kapitanowi, który przez budynkiem czekał na przyjazd karetki. Gdzieś pomiędzy sprawdzaniem pulsu, a kolejnym zdaniem relacji blondynka wróciła do żywych.
- Spokojnie, powinnaś jeszcze przez jakiś czas leżeć. Przynajmniej do przyjazdu karetki - wyrecytował dobrze mu znaną regułkę, przecierając utytłaną od pyłu twarz. Jak na zaprzeczenie tych słów nieznajoma poderwała się z kanapy zdecydowanie za szybko, wybijając Morettiego z rytmu.
- Przecież mówiłem... - pokrecila tylko głową. Przyglądając się bladej twarzy dziewczyny. - Pamiętasz co się wydarzyło? Dlaczego twoja sypialnia została strawiona przez ogień? - Rasowy strażak obudził się w nim, chociaż gdzieś tam podświadomie przeczuwał, że blondynka nie miała zielonego pojęcia od czego się zaczęło. Od zemsty porzuconego skręta, który zemścił się na swojej partnerce? Czy zbłąkane płomienie świec, które nie mieściły w swoim kloszu i niczym zadziorny i zbuntowany nastolatek znalazły drogę ucieczki, podpalając otoczenie. Niejednokrotnie Gio bywał w takich sytuacjach, jeszcze w Nowym Jorku, gdzie igrał z ogniem. Może dlatego wiedział jak się zachować, a raczej starał się to robić, jednoczenie nią łamiąc regulaminu.
- Jak się czujesz? Poza tym, że za cholerę nie wiesz co się dzieje... - skołowanie. Chyba to było odpowiednie podkreślenie tej sytuacji. Pożar w domu, szwadron strażaków poruszających się jak u siebie i w dodatku wygląd - półnagi wygląd - blondynki, wystawiony na kilkanaście par oczu, w tym jedną która doslownie wisiała nad kobietą i szukała jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu, narazie analizując i patrząc na wszystko całkowicie służbowo. Był w mundurze w końcu, był w pracy - a ta do czegoś go zobowiązywała. W innym przypadku kto wie na ile by sobie pozwolił. Nie patrzył jednak teraz na to wszystko z punktu widzenia faceta, przed którym przecież znajdywała się atrakcyjna kobieta. Patrzył na to wszystko jak ten, który ocala świat przed złem...


Mallory Sefolosha
Zbyt wulgarne sceny agresji,
Znęcania się nad dziećmi i zwierzętami
Motylek
brak multikont
aktorka, Calabasas
Awatar użytkownika
21
175
she/her
about
it's easy to confuse feelings for something they aren't, especially when eye-contact is involved.

Post

            Mówił, nie mówił, nie na tym się teraz skupiała. Kiedy zadał jej kolejne pytanie, spojrzała na mężczyznę i aż się zarumieniła. Nie wiedziała czy to przez ten mundur, czy może dlatego, że uratował jej życie, ale cholera, był przystojny. Az się zawstydziła, ze widział ja w takim stanie, bez makijażu, na dodatek w samej koszulce i majtkach. Zwróciła się do gosposi po hiszpańsku by podała jej jakiś koc, bo co jak co, ale facet był jednak facetem, prawda?
             — Co? Nie wiem, zasnęłam, wzięłam pigułkę na sen, chciałam się tylko zdrzemnąć. — odpowiedziała mu kiedy gosposia zniknęła gdzieś w innej części domu, ale została zatrzymana przez innego strażaka, więc nie mogła podać dziewczynie kocu. Mallory próbowała więc unikać jego wzroku, myśląc intensywnie nad tym co się właściwie wydarzyło. Wciąż czuła się otumaniona przez siłę leku, jaki zażyła. Pożałowała, że wzięła całą zamiast pół, ale musiała przyznać, że nie pomyślała o konsekwencjach.
             — Czuję się dobrze, nic mi nie jest. Która godzina? — zaczęła się rozglądać wokół, zdając sobie sprawę, że najprawdopodniej przespała imprezę Dolly i na pewno było grubo po 22. Nie zdziwiła by się jakby było bliżej ranka niż wieczoru. Zmarszczyła brwi i spojrzenie utkwiła w przystojnej twarzy mężczyzny, co sprawiło, że znowu się zarumieniła. Cholera, normalnie nie reagowała tak na mężczyzn, ale może to wina tego, że wiedziała iż gdyby nie on, zapewne by spłonęła? Albo się mocno poparzyła, a to chyba było nawet gorsze od śmierci, gdyby do końca życia musiała chodzić z brzydkimi bliznami.
             — Zamierzasz mnie teraz pouczać, panie… — zerknęła na jego mundur, by móc wyczytać jego nazwisko z jego name tag, ale nie dostrzegła tego nigdzie. Była więc albo ślepa, albo brakowało tego na jego kurtce — …panie strażaku. — dokończyła więc, podkulając nogi do klatki piersiowej i opierając brodę na swoich kolanach. Cicho westchnęła, przymykając na chwilę oczy i przez chwilę nawet pożałowała, że pożar nie był większy i nie spłonęła razem z resztą domu. Wtedy skończyły by się jej koszmary o Joe, który robił rzeczy wbrew jej woli. Nie musiałaby patrzeć więcej na jego twarz, nie czułaby się przy nim taka słaba i bezwartościowa. Byłoby łatwiej.
            Nawet nie zdała sobie sprawy kiedy po jej policzku spłynęła łza, którą jednak szybko otarła wierzchem dłoni, z nadzieją, że mężczyzna tego nie zauważył. Nie chciała przecież zwierzać się ani nikomu bliskiemu, ani tym bardziej jemu. Należał przecież do służb mundurowych i pewnie namawiałby ją na zeznania. A może sam mógłby tę sprawę wtedy ruszyć? Nieważne, szybko wytarła łzę i uniosła spojrzenie na mężczyznę, kuląc się jeszcze bardziej.

Gio Moretti
Two pills and a red wine
I don't care to be alright
Baby, don't you cry
Call you in the late night
I don't wanna think about you
but I'm so fucked up
’cause all I want is you
okrucieństwo wobec dzieci i zwierząt, pająki, a oprócz tego nie lubię głupoty, metagamingu, gary i mary sue, braku konsekwencji na fabułach
medusa#7306
ODPOWIEDZ

Wróć do „1109”