Lekarz, Venice
Awatar użytkownika
49
180
Daddy
about
Take my ego for a ride.

Post

Javier był wychowany rodzinnie. Zawsze było ich pełno, chociaż miał zaledwie jednego brata.

Kuchnia była przejmowana przez ciotki, babcie i sąsiadki, a salon i ogród przez mężczyzn, chętnie dopieszczany przez płeć piękną. Jego ojciec k o c h a ł matkę. I była to miłość, której młody Perea nie był w stanie zrozumieć. Dbał o nich, gdy wyjeżdzał, zapewniając im zarówno bezpieczeństwo jak i dobra materialne. Pamiętał o urodzinach, rocznicach i badaniach kontrolnych, dzwoniąc lub przyjeżdżając na krótkie wizyty zanim obowiązki ponownie nie zmusiły go do wyjazdu. Zdradzał matkę, ale Javier nigdy nie widział by jego oczy błyszczały w ten sam sposób w jaki lśniły gdy uśmiechała się jego żona.

Zabiłby za nią i za dzieci, które kochał całym sercem.

Perea więc skinął głową, uśmiechając się w lekkim zamyśleniu na słowa towarzyszącego mu mężczyzny.

–– Rodzina zawsze będzie najważniejsza –– powiedział ze zrozumieniem –– Rodzina i bliscy, których jak rodzinę traktujesz. La familia es la fuerza –– przesunął spojrzeniem po twarzy mężczyzny, skupiając się na wargach zaciśniętych na wsuniętym, papierosowym filtrze. Sam dopalił skręta, jeszcze raz zaciągając się słodkim dymem i wyciągnął się ostrożnie, by odłożyć spaloną bibułkę.

–– Rodzina to siła –– przetłumaczył, pocierając palcami podbródek i wracając na swoje miejsce, wygodnie wciskając rozluźnione ciało w kanapowe oparcie. Niegdyś Perea sądził, że posiada wszystko. Ojca, który go wspierał, przyjaciela, którego traktował jak rodzonego brata. Familię czekającą na jego powrót w upalnym San Juan. Był jednak nieuważny, wpuszczając do środka wilka. Zbyt naiwny i wierny by nie skończyło się to tragedią.

–– Nikt nie mówił, że miłość jest prosta. Czasami to sztuka kompromisów. A czasami wojna gorsza od przelanej krwi. Jesteś głupcem jeśli myślisz, że ktoś taki jak Ty może mieć normalną rodzinę. Ani Ty, ani ja na to nie zasługujemy. To cena, którą płacimy każdego dnia, Gatito. Nie dla Ciebie jest domek z ogródkiem i co weekendowy grill. To jej świat. Kwestia tego czy jesteś w stanie w nim wytrzymać –– wbił ciemne spojrzenie w jego oczy i wzruszył delikatnie ramieniem. Zazdrościł mu odwagi by próbować i być szczęśliwym. Może też tego, że przez tyle lat rzeczywiście udawało mu się mieć dom.

Uśmiechnął się na drobny komplement, który przyjemnie połechtał portorykańskie ego. Nie znał innego życia. Wątpił, by odnalazł się w innym zajęciu lub by cokolwiek innego sprawiało mu aż tyle satysfakcji. Był też cholernie świadomy jak dobrą i czystą kokainę tworzył, podobnie jak kolorowe pigułki, trucizny i antidota. Związki chemiczne i rośliny nie miały przed nim tajemnic, uginając się do jego woli.

Oboje byli zabójcami, jedynie metody ich działania odrobinę się różniły.

–– Ludzie nie chcą czystego towaru. Chcą towar tani i mocny, sprowadzany w kontenerach po bananach z Kolumbii i Brazylii. Przestałem się łudzić, że ktoś doceni moją pracę –– mruknął żartobliwie. Prawdą było, że od przyjazdu do Norwegii nie wytworzył nic nowego. Koszty utworzenia laboratorium były ogromne, a jego pracodawcy wymagali od niego zupełnie innych talentów. Czasami za tym tęsknił, bo chałupnicza praca nie pozwalała mu na rozwinięcie skrzydeł.

Przysunął się, zostawiając między nimi ledwo kilka centymetrów wolnej przestrzeni. Ból był stłumiony, przypominał raczej nieprzyjemne pulsowanie, które pojawiało się jedynie gdy o nim pomyślał. Mieszanka ziół koiła reakcje, pobudzała natomiast wszystko inne i burzyła mury sprawiając, że wiele rzeczy wydawało się p r o s t e.

Wyciągnął rękę, ujmując przegub Jurija by przysunąć do swojej twarzy dłoń trzymającą papierosa. Pochylił się, ujmując wilgotny filtr i zaciągając się dymem, obserwując przez cały czas oczy rozmówcy, w których odbijały się drobne płomienie kominka.

–– Rzeźnika –– poprawił go w pomrukiem, wydmuchując dym i unosząc kącik ust w rozbawionym uśmiechu –– Kobiety nigdy nie były w kręgu moich zainteresowań –– wyjaśnił, widząc lekkie drgnięcie brwi mężczyzny. Zlustrował wolno jego ciało, a następnie znowu oparł policzek o miękką kanapę.

–– I nie. Nie mam. Gdyby było inaczej, nie próbowałbym wyobrazić sobie tego, co masz pod spodem –– zmrużył powieki i roześmiał się nisko, puszczając jego przegub.

–– Nie ma nic seksowniejszego niż facet z bronią w dodatku hetero –– puścił mu oczko i oblizał wargi, rozglądając się za odstawioną gdzieś butelką.

–– Jestem zbyt temperamentny, by być w związku. Zdecydowanie nie chcesz zobaczyć mnie wściekłego, ale cholernie chcesz zobaczyć mnie napalonego. Minus - nie zamkniesz mi mordy kartą kredytową. Plus? Całkiem dobrze gotuję.

Benedict Chastain
zarządzanie zasobami ludzkimi, Hollywood Hills
Awatar użytkownika
57
185
he/him
about
We were good, we were gold
Kinda dream that can't be sold
We were right til we weren't
Built a home and watched it burn

Post

Nie oczekiwał od życia jakiegokolwiek ułatwienia. Jego historia dobitnie pokazywała, że odrobina szczęścia mogła uratować niejedną skórę, a okazja za okazją doprowadziły go na sam szczyt półświatka, z którym niegdyś walczył jako sowiecki agent. Jednak Jurij potrzebował wyższego celu, nie zadowalał się wyłącznie pieniędzmi gromadzonymi na koncie, a drabina hierarchii w organizacji miała coraz mniej stopni do przebycia. Chciał rodziny, głównie ze względu na przekazanie genów dalej i świadomość, że jego nazwisko będzie trwało, przypominając ludzkości o wytrwałości jego babki podczas drugiej wojny światowej, sile ojca w czasach zimnej wojny i własnym trudzie dzikiego wędrowca po upadku Związku Radzieckiego. Zresztą, dom z ogródkiem nie brzmiał źle, nawet jeśli zdążył kupić taki w wersji makro.

Jej świat daje mi parę cennych lat bez FBI na karku. Nawet jeśli kiedyś przestałbym ją kochać, nadal będzie ułatwieniem prowadzenia interesów w Los Angeles — stwierdził luźno, wzruszając ramionami. Na pierwszym miejscu była miłość, na drugim biznes. Dopóki żona nie jawiła się jako irytujący, utrudniający pracę wrzód na dupie, akceptował jej obecność i ze wszystkich sił starał się wykrzesać odrobinę czułości oraz zrozumienia dla jej dziwnych decyzji. Niejednokrotnie groziła mu rozwodem, ale nigdy nie ośmieliła się szantażować go wydaniem policji albo innej organizacji. Była lojalna, ale pojebana. Znała granice, której nie mogła przekroczyć, jeśli chciała zobaczyć jak ich dzieci dorastają. Nawet gorące uczucie nie powstrzymałoby go przed usunięciem niewygodnego świadka, choć najpewniej zleciłby zadanie Ivanowi, mając opory przez naciśnięciem na spust.

— Gdyby nie fakt, że moja grupa zajmuje się innymi sprawami niż narkotyki, brałbym cię ze sobą w bagażu podręcznym — stwierdził z delikatnym rozbawieniem w głosie. Nie gustował w narkotykach, zazwyczaj posiłkując się butelkami mocnego alkoholu. Wiedział jak środku odurzające działały na ludzi, bowiem każda nowa dostawa w dokach musiała być odpowiednio znieczulona, aby nie uciec. Dlatego trzymał się z daleka od białych ścieżek czy tabletek, wyjątkowo paląc zioła dla towarzystwa.

— Och, to jesteś... — nie dokończył, unosząc w zdziwieniu jedną brew. Zanikająca między nimi odległość stała się momentalnie mniej komfortowa, jednak nie odsunął się od mężczyzny, słuchając kolejnej dawki wulgarnych komplementów skwitowanych cichym śmiechem. Zaciągnął się papierosem kolejny raz, żywo zainteresowany możliwościami Javiera. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia z homoseksualistą, przynajmniej nie tak bezpośrednim i szczerze mówiąc bardzo ciekawiło go odstępstwo od normalności. Lekkie zamroczenie wypalonym skrętem było jak zapalnik do głupich decyzji, przed którymi nie potrafił się powstrzymać i wiedział, że będzie tego cholernie żałował na następny dzień. Naturalna mieszanka pobudzała, a upalony mózg łatwo poddawał się podnietom.

— Pokaż mi ten latynoski temperament — mruknął, przysuwając się jeszcze bliżej. Dzielił ich ledwo centymetr, a rozwarte subtelnie wargi prawie dotykały tych drugich, kusząc ciepłym oddechem. Jednym, szybkim ruchem złapał mężczyznę za szczękę i uśmiechnął się półgębkiem, nieprzerwanie wpatrując w jego ciemne oczy.

— Na kolanach — dodał szeptem, po chwili puszczając obolałą twarz. Wrócił do poprzedniej pozycji oparty plecami o kanapę i wymownie potarł dłonią krocze okryte materiałem ciężkich, zimowych spodni.


Javier Castillo Perea
Lekarz, Venice
Awatar użytkownika
49
180
Daddy
about
Take my ego for a ride.

Post

Perea roześmiał się cicho, widząc zdziwienie na twarzy Jurija. Wcale mu się nie dziwił: w obecnych latach mężczyźnie niechętnie przyznawali się do swojej odmiennej orientacji, a i wśród ludzi jawiło się to raczej jako coś gorszącego. Javier nigdy natomiast nie miał z tym wielkiego problemu, oswajając się ze swoją innością jeszcze w Portoryko, chociaż po raz pierwszy odważył się posmakować tego dopiero w Mieście upadłych Aniołów. Trudno było nabrać podejrzeń, kiedy czas zajmowała mu głównie nauka i praca, a drobne przyjemności zawsze schodziły na drugi plan.

–– Stuprocentowo j e s t e m –– potwierdził swobodnie, chcąc doszukać się jakiejkolwiek reakcji ze strony swojego rozmówcy. Zgorszenia? Złości? Tego zabawnego gestu, kiedy ludzie w pierwszym odruchu cofali się zmieszani?

Nie spodziewał się natomiast tego, że to mężczyzna przysunie się jeszcze bliżej, a ciepło jego ciała dosięgnie nagiej skóry na jego klatce piersiowej i chyba po raz pierwszy tego dnia, to Perea zdawał się być zaskoczony.

Wstrzymał oddech, wydając z siebie niskie sapnięcie, gdy ciemne tęczówki wbiły się w rozchylone wargi Jurija, a on odruchowo pochwycił jego oddech w usta, drżąc za sprawą wywołanej ziołami ekscytacji. Napięcie połaskotało go w kark, serce zabiło mocniej raz, ponaglone skokiem adrenaliny.

Dał się złapać. Przytrzymać w silnych palcach, nieustępliwie szukając na jego twarzy kpiny.

Żartu, po którym odepchnąłby jego ciekawe Rosjanina dłonie pozostawiając nic innego jak niezadowolenie.

Krótki rozkaz sprawił, że krew wrzała, wzmagając gwałtowny przypływ pożądliwej chuci, a gdy nieznacznie dmuchnął w wargi mężczyzny, znaczący uśmiech ponownie wykwitł na jego ładnych wargach.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Benedict Chastain
zarządzanie zasobami ludzkimi, Hollywood Hills
Awatar użytkownika
57
185
he/him
about
We were good, we were gold
Kinda dream that can't be sold
We were right til we weren't
Built a home and watched it burn

Post

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Javier Castillo Perea
Lekarz, Venice
Awatar użytkownika
49
180
Daddy
about
Take my ego for a ride.

Post

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Benedict Chastain
zarządzanie zasobami ludzkimi, Hollywood Hills
Awatar użytkownika
57
185
he/him
about
We were good, we were gold
Kinda dream that can't be sold
We were right til we weren't
Built a home and watched it burn

Post

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Javier Castillo Perea
Lekarz, Venice
Awatar użytkownika
49
180
Daddy
about
Take my ego for a ride.

Post

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Benedict Chastain
ODPOWIEDZ

Wróć do „retrospekcje”