ODPOWIEDZ
barman | diler, Westwood
Awatar użytkownika
24
195
on / jego
about
In Los Angeles, everyone is a star

Post

005
Nienawidził szpitali i raczej stronił od odwiedzania tego typu miejsc, ale tym razem jego celem bynajmniej nie było badanie krwi czy inny, równie nieprzyjemny zabieg. Miał plan, który zrodził się w jego głowie dzień po tym, jak został profesjonalnie opatrzony w klubowym kiblu. Co prawda uroczy plasterek zdążył już odpaść, ale jego palec w dalszym ciągu nie doszedł w stu procentach do siebie i wymagał wizyty kontrolnej. Ot, żeby się upewnić, że na pewno dobrze się goi i nie odpadnie w najmniej oczekiwanym momencie. Co prawda nie wiedział, gdzie dokładnie Cindy Lou pracuje, ale to akurat było najmniejszym problemem, bo sprawdził to w dwie minuty. Nie wiedział też, kiedy wypadają jej dyżury, bo przecież pielęgniarki nie pracowały o stałych godzinach od poniedziałku do piątku. Ale z tym też sobie poradził, wykorzystując swój cały urok osobisty i spryt, którego również miał niemało. Pewnego dnia udał się bowiem na dyżurkę pielęgniarek, a raczej zakradł się tam, nie chcąc spotkać przez przypadek interesującej go persony, i wyposażony w pudełko czekoladek wypytał o wszystko pewną miłą, starszą Panią. Właściwie, to nawet nie musiał jej za bardzo bajerować i urabiać, bo oczy zaświeciły jej się już w momencie, gdy zobaczyła słodycze. A jej tusza od razu wskazywała na to, że jest ich absolutną amatorką. A gdy już wiedział co i jak, postanowił zrobić Pannie Moore niespodziankę. Przyszedł pod szpital chwilę przed końcem jej dyżuru i stanął pod wejściem, z którego - jak wydedukował z obserwacji - korzystał głównie personel. Oparł się nonszalancko o metalową poręcz i z rękami wsuniętymi w kieszenie spodni, cierpliwie czekał na szatynkę, która lada moment powinna ukazać się jego oczom. Na nosie miał przyciemniane okulary, jako że słońce tego dnia dopisywało pięknie, ale liczył, że mimo to szatynka go rozpozna. Może nie była aż tak pijana, gdy widzieli się po raz pierwszy, by teraz nawet go nie skojarzyć.

cindy lou moore
pielęgniarka, Compton
Awatar użytkownika
28
165
ona/jej
about
i eat boys like you for breakfast

Post

Nie spodziewała się, że ponownie spotkają się tak szybko. I bardziej oczekiwała, że najpierw zadzwoni, bo to on miał jej numer telefonu, lecz czy to już nie odchodzi w dal? Teraz podobno modne jest, że kobiety pierwsze odzywają się albo biorą sprawy w swoje ręce. I może rzeczywiście z chęcią by to zrobiła, ale nie miała czasu. Zwyczajnie oddawała się pracy, a teraz mieli mnóstwo pacjentów, bo nagle wszyscy postanowili zrobić sobie krzywdę przypadkiem albo wziąć się za siebie świadomie w ramach nowego roku. Oddawała się więc pracy wiernie, mało jedząc i przysypiając w pokoju pielęgniarek. Cieszyła się też, że już nikt jej nie potrzebuje, bo każdy dzień był niemą zapowiedzią telefonu z prośbą o pomoc. Ostatnio zadzwonił jej dawny znajomy, bo wdał się w strzelaninę. A jeśli któregoś dnia zadzwoni któryś z jej braci? Popadała w paranoję, że w końcu coś się komuś stanie. Na ten moment jednak było względnie spokojnie.

W końcu i jej zmiana dobiegła końca. Była po nocce, chociaż nie czuła jakiegoś większego zmęczenia, a bardziej głód. Musiała po drodze do domu brata wstąpić po coś do przegryzienia, bo nie zamierzała jeszcze stać przy garach. Marzyło jej się Taco Bell albo coś podobnego, tłustego i dobrego, bo naje się tym aż do wieczora. Nie sądziła, że ktoś może na nią czekać pod szpitalem, a tym bardziej Jayden. Upychała jeszcze swój uniform, bo musiała wygrzebać z samego dna torby butelkę z wodą. Nie zdążyła jeszcze upić jej, gdy dojrzała chłopaka z klubu. Poznała go od razu, bowiem długo jeszcze pozostał w jej wspomnieniach i prawdę mówiąc, wciąż pozostawała w lekkim oszołomieniu, bo długo przed Jaydenem nie miała nikogo. Dobrze jednak zrobiło jej to, że nie miała jego numeru i musiała skupić się na pracy. Uśmiechnęła się na jego widok, schodząc po schodkach nieco wolniej, jakby dawała sobie chwilę, by uwierzyć w jego obecność. W końcu zatrzymała się dwa schodki przed nim, dzięki czemu byli mniej więcej równi wzrostem.

– Hej, co tu robisz? Czekasz na kogoś? – zagaiła, bo musiała wziąć pod uwagę, że nie przyszedł tu z jej powodu. Poprawiła torbę na ramieniu, przyglądając mu się w świetle dziennym. Była szczęściarą, że wpadła na niego tamtej nocy. I jakby pod wspomnieniami przypomniało jej się coś istotnego. Z kieszeni jeansów wyjęła jego zapalniczkę, którą uniosła z zadziornym uśmiechem. – To chyba twoje?


Jayden Harris
brak szacunku do innych graczy, słabe hajdy
szarli
barman | diler, Westwood
Awatar użytkownika
24
195
on / jego
about
In Los Angeles, everyone is a star

Post

Uśmiechnął się kącikiem ust, gdy wreszcie Cindy Lou pojawiła się w zasięgu jego wzroku. W sumie to nawet mu pasowało, że nie zobaczyła go od razu, bo mógł to wykorzystać jako jeszcze lepszy element zaskoczenia. Wyprostował się i zrobił kilka wolnych kroków w jej stronę, zatrzymując się dokładnie przed schodami, naprzeciwko niej. Aż poczuł się nieco dziwnie z faktem, że przez moment byli tego samego wzrostu, bo nie zdarzało się to często. Ale były też tego plusy - mógł bez trudu przyjrzeć się jej buzi, utwierdzając się w przekonaniu, że wygląda tak samo, jak tamtego wieczoru w klubie. Może miała nieco mniej makijażu i więcej zmęczenia wymalowanego na twarzy, ale to wcale nie odbierało jej uroku, a wręcz przeciwnie.
- Czekam na pewną śliczną szatynkę, którą zamierzam zabrać na kawę, albo na obiad, w zależności na co będzie miała ochotę - wzruszył ramionami, nie chcąc od razu rzucać konkretami, że tak właściwie to ona jest obiektem jego zainteresowania. - Muszę się jej odwdzięczyć, za plasterek z minionkami, pomógł - dodał po chwili, unosząc palec, na którym w dalszym ciągu był strup po rozcięciu. Nawet w tym swoim niecnym planie nie założył, że Moore może nie mieć ochoty na ponowne spotkanie, albo może mieć już inne plany na to popołudnie. Do odważnych świat należy, jak to mówią. A Jayowi odwagi akurat nie brakowało.
- Tak coś czułem, że to ty mi ją zakosiłaś, ale nie byłem pewien - uśmiechnął się szerzej, widząc dobrze mu znany przedmiot. Przywykł już do tego, że zapalniczki lubiły się gubić, więc po prostu spisał ją na straty i kupił sobie nową.
- Chyba się do ciebie już przyzwyczaiła, zatrzymaj ją - dopowiedział i puścił do szatynki oczko, całkiem zapominając, że ma na nosie przyciemniane okulary i prawdopodobnie nie było tego nawet widać. Blond włosy zobowiązują.

cindy lou moore
pielęgniarka, Compton
Awatar użytkownika
28
165
ona/jej
about
i eat boys like you for breakfast

Post

Prawdopodobnie pierwszy raz ktoś czekał na nią po pracy i nie oczekiwał od niej absolutnie niczego. Taką przynajmniej miała nadzieję. Poczuła jednak przyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa, zapowiadający nadchodzące napięcie spowodowane obecnością Jaydena. Wzięła głęboki wdech, odsuwając od siebie jak najprędzej wszelkie wyobrażenia dalszej części wieczoru, a także wspomnienia, które wciąż żywo w niej tkwiły. Uśmiechnęła się nieco promienniej, zsuwając o schodek niżej; chociaż podobało jej się bycie na równi z nim, również poczuła się nieco dziwnie, bo jednak całe życie była niższa od większości ludzi. W szpitalu często pytają ją pacjenci czy na pewno jest pielęgniarką. To akurat było bardzo upierdliwe. W tym świetnie wyglądał nieco inaczej, może bardziej realistycznie? Udowodnił jej, że to, co między nimi zaszło jakiś czas temu, naprawdę się wydarzyło.

– Och, no proszę! Co za szczęściara – westchnęła z rozbawienie, schodząc jeszcze niżej. Zatrzymała się dopiero, gdy całkowicie ujawnił swój plan i sięgnęła po jego nadgarstek, by obejrzeć jego gojącą się ranę. Pokiwała głową z uznaniem. – Minionki zrobiły całą robotę, wspaniałe. Czyli nie muszę zmieniać ich na Psi Patrol czy księżniczki.

Dobrze założył. Miała ochotę teraz na absolutnie wszystko, a zmęczenie może nie do końca zniknęło, ale chociaż zmalało. Potrzebowała również kawy i była głodna jak wilk. Zjawił się więc w idealnym momencie. Parsknęła śmiechem na jego słowa, ponownie chowając zapalniczkę do kieszeni spodni. Nie przywiązywała się do zapalniczek, ale ta zapoczątkowała ciekawą znajomość, z której nie chciała rezygnować za szybko. Może dlatego też ten niewielki przedmiot miał dla niej jakieś znaczenie.

– Od razu zakosiłaś. Po prostu wydarzyło się to samo, chociaż mówiłam, że to dobry pretekst do spotkania! Nie wierzyłeś? – odparła z rozbawieniem i nasunęła na nos swoje okulary przeciwsłoneczne. Teraz będą kwita, bo nie mogła rozczytać do końca jego twarzy, gdy oczy miał przysłonięte ciemnymi szkłami. – Zaopiekuję się nią, obiecuję.

Ruszyła powoli w stronę knajpy śniadaniowej obok szpitala. Serwują tam śniadania przez cały dzień, co stawiało tą knajpę w jej top ulubionych miejscach. Od razu uznała, że skoro przyszedł tu, mogą już darować sobie propozycje świetnych miejsc. Cindy Lou była zbyt głodna, by rozmyślać, gdzie mogą pójść, skoro dobre miejsce mieli tuż obok.

– Mam nadzieję, że masz ochotę na pancake’a! Zdradzę ci coś w tajemnicy – przez chwilę szła tyłem, by móc widzieć go cały czas. Wyciągnęła też dłoń ku niemu, by w razie wypadku złapać się Jaya i nie upaść. – To moje uzależnienie, naleśniki i kawa. Są otwarci do późnych godzin i często ratowały mi tyłek, gdy miałam drugą zmianę albo nockę. Nie pożałujesz, chodź.


Jayden Harris
brak szacunku do innych graczy, słabe hajdy
szarli
barman | diler, Westwood
Awatar użytkownika
24
195
on / jego
about
In Los Angeles, everyone is a star

Post

- Minionki dały radę - potwierdził, z uznaniem kiwając głową. - Obawiam się, że mój palec mógłby nie wytrzymać aż takiej ilości słodyczy - dodał, nie kryjąc rozbawienia, gdy usłyszał o księżniczkach. No jak on by biedny wyglądał? Niby prawdziwy facet różu się nie boi, ale wszystko miało swoje granice. I jedną z nich był plasterek z minionkami.
- Nie wierzyłem, więc wymyśliłem sobie inny. Ale chyba też ci się podoba, hmm? - próbował znaleźć jakieś potwierdzenie, że ta cała niespodzianka była dobrym pomysłem. Co jak co, ale trzeba przyznać, że chłopak się postarał, bo wyciągnięcie wszystkich potrzebnych mu informacji nie przyszło mu od tak. Nie zdziwiłby się też, gdyby Cindy Lou była na tyle zmęczona, że nie miałaby ochoty długo z nim siedzieć. Dobrze wiedział, jak umęczony wracał czasami z pracy i w takich momentach ostatnie o czym myślał, to włóczenie się po mieście. A choć nie wiedział, jak praca pielęgniarki wygląda od środka, to mógł się domyślać, że był to niezły zapiernicz. Szczególnie, gdy trafili się jacyś marudni i niewspółpracujący pacjenci, co pewnie zdarzało się dość często. Chociaż Harris nie jęknął by nawet słowem, gdyby zastrzyki dawała mu taka Cindy Lou. No chyba, gdyby miejsca po wkuciach próbowała zaklejać znowu jakimiś fikuśnymi plastrami - wtedy mógłby jednak trochę protestować.
Bez namysłu ruszył u boku szatynki w nieznanym mu jeszcze kierunku. Nie obchodziło go za bardzo gdzie dokładnie się wybiorą, więc dał jej całkiem wolną rękę w kwestii wyboru miejsca. Z uśmiechem majaczącym na ustach słuchał opowieści o naleśnikach.
- Naleśniki brzmią spoko - przytaknął, nie chcąc gasić zapału dziewczyny mówiąc jej, że nie przepada za daniami na słodko. Był typowym mięsożercą, na śniadanie lubił zjeść porządnie usmażony bekon i jajecznicę, a nie pancakes, które raczej uważał za deser. Ale nie tracił nadziei, że mimo to znajdzie w karcie coś, co będzie mu odpowiadało.
Wkrótce byli już na miejscu, więc Jayden puścił swoją towarzyszkę w drzwiach i tuż za nią wszedł do knajpy, a jego nos od razu zaatakował zapach świeżo parzonej kawy. Usiadł przy jednym ze stolików, na przeciwko Cindy Lou i zdjął przyciemniane okulary, przesuwając je do góry, we włosy. Jego uwagę przykuło menu leżące na brzegu stolika, więc sięgnął po nie i podał jeden egzemplarz dziewczynie, a drugi położył przed sobą, z zainteresowaniem się w niego wczytując.
- Skoro jesteś tu stałym bywalcem, to co dobrego możesz mi polecić? - zagadnął, podnosząc wzrok znad karty i spoglądając na szatynkę. Zaraz jednak wrócił do przeglądania pozycji, bo trzeba przyznać, że było ich tutaj całkiem sporo.

cindy lou moore
pielęgniarka, Compton
Awatar użytkownika
28
165
ona/jej
about
i eat boys like you for breakfast

Post

Roześmiała się na jego uwagę, przyjmując do wiadomości jego opór przed księżniczkami. Nie dziwiła się, sama za nimi nie przepadała, a co dopiero rosły mężczyzna jak Jay? Właśnie. Wolała też uniknąć kolejnej katastrofy i ratowania palców czy innych części ciała. Tym razem nie musieli odgrywać scenki pielęgniarki z pacjentem, chyba, że tego będą chcieli, lecz tym razem świadomie i bez krwi.

– Bardzo mi się podoba – przyznała z uśmiechem. Długo o nim myślała, ale nie zrobiła nic, by ponownie się spotkać. Potrzebowała chwili namysłu czy na pewno to jest dobry pomysł; bała się bowiem zakochania, co charakteryzowało jej największą słabość. Zawsze marzyła o kimś, kto ją szczerze pokocha, lecz na jej nieszczęście to ona zakochiwała się pierwsza i bez wzajemności. Teraz była pewna, że mogłaby rozdzielić uczucie od pożądania. Bo czy wszystko ma się kręcić wokół miłości? Nie! Pierwszy raz gotowa była na takie ryzyko i zabawę. Doceniła więc tym bardziej jego starania, co spowodowało w niej jakieś pobudzenie, jakie czuła ostatnio w barze. Dziwiła się, było to dość zaskakujące, ale i również przyjemne.

Zerknęła na niego, uśmiechając się szerzej, bo naleśniki to było coś, o czym marzyła od kilku godzin. Nie jadła tego dnia obiadu, tylko śniadanie, bo nie było czasu. Szpital ostatnio był przepełniony świeżo upieczonymi matkami, a Cindy Lou nie mogła napatrzeć się na te płaczące maluchy. Dużo pielęgniarek było na zwolnieniach lekarskich albo na urlopie, więc miała o wiele więcej pracy niż zwykle. Zajęli zaraz stolik przy oknie i Moore wzięła od Jaya kartę menu, której właściwie już nie potrzebowała. Znała chyba już wszystko, próbowała bowiem większość dań.

– No dobrze, dobry jest tu bekon, bo można zjeść na kilka sposobów. Osobiście uwielbiam śniadanie angielskie, z fasolką i jajkami sadzonymi, no i bekonem. Ja wezmę pancake’i z sosem klonowym. Mam ochotę na coś słodkiego, po czym nie będę mogła spać – mruknęła z rozbawieniem i uniosła spojrzenie na Jaydena, zdejmując okulary. Zawiesiła je na bluzce na wysokości piersi. Spoglądała na swojego towarzysza z delikatnym uśmiechem, zastanawiając się nad jedną kwestią. Wstydziła się jednak rozpocząć temat, bo zbyt jej zależało. Chciała powtórzyć to, co między nimi zaszło kilka dni temu. Temat odsunęła jeszcze na później, bo też było coś, co interesowało ją bardziej. Pochyliła się nad stolikiem, jakby miała zapytać o coś tajnego, chociaż nie mogła przy tym ukryć rozbawienia. – Jak mnie znalazłeś? Nie zamordujesz mnie teraz, prawda? Powinnam napisać do braci, że to mój ostatni posiłek? – Co prawda, bracia raczej nie przejęliby się jakoś bardziej. Może Ulisses? Pewnie tylko on. W końcu roześmiała się, prostując. – Ale serio, jestem pod wrażeniem tego śledztwa. Mam nadzieję, że nie spieszy ci się.


Jayden Harris
brak szacunku do innych graczy, słabe hajdy
szarli
barman | diler, Westwood
Awatar użytkownika
24
195
on / jego
about
In Los Angeles, everyone is a star

Post

Jayden również wracał myślami do tamtego wieczoru, gdy spotkali się w klubie. Co tu dużo mówić, Cindy Lou była śliczna, a na dodatek zaskoczyła go swoim śmiałym zachowaniem, co w sumie kręciło go jeszcze bardziej. Do tej pory, gdy tylko wspominał tamtą sytuację, czuł przyjemny dreszcz wzdłuż kręgosłupa i jednocześnie ogromny niedosyt. Był trochę rozczarowany, że warunki pozwoliły im na tak niewiele i chętnie by to powtórzył, tylko w nieco lepszych okolicznościach. I to nie było tak, że Jay nie odzywał się przez kilka dni, bo chciał trochę przetrzymać szatynkę. Nic z tych rzeczy. Był po prostu zapracowany, a w dzień odsypiał nocne zmiany i tak naprawdę nie miał ochoty wychodzić na jakieś ambitniejsze spotkania. Po za tym stwierdził, że taka niespodzianka będzie dużo fajniejsza, niż pisanie wiadomości czy dzwonienie. I chyba się nie pomylił.
- Nie możesz spać po cukrze? To co będzie, jeśli weźmiesz do tego jeszcze kawę? - zaśmiał się, a jego wzrok mimowolnie powędrował za dłonią szatynki na dekolt, gdzie odwiesiła okulary. Szybko jednak się otrząsnął, bo nie chciał, by ta przyłapała go na tak bezpośrednim gapieniu się w cycki i wrócił do karty, zaczynając przeczesywać pozycje w poszukiwaniu bekonu.
- Gofry z bekonem i sosem klonowym. Daaamn, to nie może być dobre - przeczytał na głos, zaraz marszcząc brwi. I to nie tak, że Harris nie lubił próbować nowych rzeczy. Po prostu połączenie jakiegokolwiek mięsa z czymś tak słodkim wydawało mu się abstrakcyjne. Z tego samego powodu nie przepadał za pizzą z ananasem, choć to w ostateczności albo na dużym głodzie był jeszcze w stanie przeboleć.
Uniósł brew, widząc jak jego towarzyszka nachyla się nad stolikiem i odłożył menu na blat, oddając jej swoją uwagę.
- Oczywiście, że nie głuptasie - zaśmiał się, po czym dyskretnie rozejrzał się na boki, jakby upewniając się, że nikt ich nie podsłuchuje i również nieco się pochylił. - Za morderstwo w miejscu publicznym poszedł bym siedzieć, więc najpierw cię nakarmię, żebyś nie miała siły uciekać, a potem porwę i sprzedam na organy - powiedział ściszonym tonem głosu i puścił szatynce oczko. Nie wytrzymał jednak tej powagi i kącik jego ust drgnął ku górze, więc blondyn wyprostował się i uśmiechnął nieco szerzej, nie będąc pewien, czy chce od razu zdradzać wszystkie swoje sekrety.
- Musiałem... poruszyć pewne kontakty - zaczął, w myślach wizualizując sobie starszą pielęgniarkę na dyżurce. - Iii użyć pewnych środków... - kontynuował, mając na myśli czekoladki, które zadziałały zgodnie z jego zamysłem. - No nie było łatwo - stwierdził na koniec, chcąc poniekąd żeby Cindy Lou myślała, że kosztowało go to więcej wysiłku, niż w rzeczywistości.
- Ale jak widać, jestem świetnym detektywem, ciężko się przede mną schować - skwitował, będąc dumnym z tego, jak jego plan ostatecznie zadziałał.
- Nie spieszy mi się. Wiesz, porwania nie przeprowadza się w dziesięć minut - zaśmiał się i przewrócił oczami, jakby było to oczywiste.
W międzyczasie podeszła do nich kelnerka, więc dał swojej towarzyszce pierwszej złożyć zamówienie, wykorzystując ów chwilę by jeszcze raz, szybko przewertować kartę.
- Śniadanie angielskie i flat white poproszę - powiedział po namyśle i odłożył menu na bok, bo nie było mu już potrzebne.

cindy lou moore
pielęgniarka, Compton
Awatar użytkownika
28
165
ona/jej
about
i eat boys like you for breakfast

Post

Najchętniej zaproponowałaby mu powtórkę, ale czy wtedy nie wyjdzie, że się puszcza lub coś podobnego? Może o niej źle pomyśleć, a wtedy Cindy Lou przejmie się tym, bo naprawdę uważała, że połączyła ich chemia. Niekoniecznie ta od miłości, ale od pożądania już tak. Chciałaby przełamać się i robić wszystko, na co ma ochotę. Chciałaby polubić seks i przekonać się, że wtedy, w klubie to nie był jedyny raz, gdy czuła się dobrze. Zamiast tego jednak próbowała go przekonać, że połączenie bekonu z sosem klonowym to dopiero największy orgazm świata.

– Ja zawsze biorę dodatkowo bekon, by trochę zrównoważyć smaki i to jest wspa-nia-łe! – odparła podekscytowana. Jak była głodna i myślała o swoich daniach, ekscytowała się aż nadto. Taka była jej uroda żołądkowa. – Nie wiesz co tracisz. – Ostateczne wyzwanie rzucone, a by dodać dramatyzmu, położyła kartę na stolik i oparła się o oparcie kanapy, ręce krzyżując na piersi. Patrzyła chwilę na Jaydena poważnie, by wziął sobie jej słowa do serca, już po chwili śmiejąc się z tego. Nie zamierzała przecież zmuszać go do łączenia smaków, które mogły smakować fatalnie.

Bawił ją niezwykle, a to również zaliczało się do jego pozytywnych aspektów. Policzki już bolały ją od uśmiechu, czego dawno nie czuła. Zbyt fatalnych momentów ostatnio nastało w jej życiu, że teraz czuła się wręcz ukojona jego obecnością.

Zwilżyła wargi, słuchając go uważnie, ale nie brała tego oczywiście na poważnie. Poza tym była jeszcze inna kwestia – nie musiał jej porywać. Nawet jeśli była zmęczona, odchodziło to powoli i czuła znów pobudzenie na nadchodzący wieczór. Może coś więcej znów wyniknie? Chyba na to liczyła.

Założyła włosy za uszy i uśmiechnęła się nieznacznie, nie odsuwając spojrzenia od jego oczu.

– Nie musisz mnie porywać, pójdę z tobą sama. Tylko chciałabym mieć miłą śmierć, w porządku? – szepnęła z rozbawieniem, ale w kwestii porywania nie kłamała. I nie, nie był to żaden syndrom sztokholmski, skoro jeszcze przed porwaniem gotowa była pójść z nim gdziekolwiek. Starała się za bardzo nie liczyć na nic, a tym bardziej nie nastawiać. Ważne było, że teraz miło spędzają czas.

Kiwała głową, słuchając przebiegu jego akcji odnalezienia jej. Bawiło ją, że nie zadzwonił czy napisał, a pofatygował się nieco bardziej. Zaimponował jej. Zachowanie było dla niej na wysokości jakiegoś rycerza, który postanowił odnaleźć księżniczkę. Ale niestety, to właśnie było jej pseudo-romantyczne myślenie. Lubiła sądzić, że wszystko dzieje się po coś i w końcu jej przydarzyło się coś naprawdę miłego. Nikt nie postarał się tak dla niej nigdy.

– Jestem pod wrażeniem – odparła krótko, bo za chwilę przyszła kelnerka. Zamówiła pancake’ki oraz z dodatkową porcją bekonu, bo była wyjątkowo głodna, a do tego czarna kawa. Nie była typową dziewczyną, która je sałatki w obecności facetów. Mieli ją lubić taką, jaka jest. – Okej, więc przyszedłeś zjeść ze mną śniadanie czy tylko mnie porwać? Muszę się przygotować, bo może jeszcze wezmę jakiś deser na koniec.


Jayden Harris
brak szacunku do innych graczy, słabe hajdy
szarli
barman | diler, Westwood
Awatar użytkownika
24
195
on / jego
about
In Los Angeles, everyone is a star

Post

Daleko było mu do myślenia, że jest puszczalska. Co prawda pewnie trochę by się zaskoczył, gdyby taka propozycja padło ot tak wprost, ale bynajmniej by się tym nie zmartwił. Gdzieś w głębi ducha liczył na powtórkę, choć nie wiedział jaki stosunek ma do tego Cindy Lou. Może był to tylko jednorazowy wyskok i chciała utrzymać ich relacje na poziomie towarzyskim? A może zobaczyła w Jaydenie szanse na coś więcej? Nie był w stanie tego przewidzieć, a był typem faceta, który totalnie nie bawił się w overthinking. To co miało się pomiędzy nimi wydarzyć i tak na pewno się wydarzy, więc dodatkowa kalkulacja była tutaj zbędna. Harris na pewno był marnym materiałem na chłopaka, a przynajmniej tak o sobie uważał, bo głębsze uczucia przychodziły mu z ogromnym trudem. Nie był nigdy zakochany i raczej nie dopuszczał się sytuacji, w którym mogłoby to się zmienić.
- Masz rację, nie wiem co tracę. Ale wezmę od ciebie gryza, żeby upewnić się w przekonaniu, że miałem całkowitą rację - odparł, nie chcąc żeby wyszło, że marudzi na zaś. Wolał taką opcje, niż zamówienie całego dania, które mogło mu finalnie nie smakować.
- No proszę, nie spodziewałem się, że będziesz taką bezproblemową ofiarą - zaśmiał się, nie wiedząc jeszcze do końca gdzie ją porwie... albo zaprowadzi, skoro nie chciała się mu opierać. Ale skoro takowa deklaracja padła, to chyba będzie się musiał jednak nad tym zastanowić.
Do rycerza co prawda było mu daleko, bo co to za rycerz, który zamiast na białym koniu to jeździ komunikacją miejską i uberami? Zachowaniem też nieco odbiegał, choć miał swoje przebłyski dżentelmena, a może i nawet trochę romantyka, nawet jeśli to drugie nie było zaplanowane. Potrafił niestety być też chamem, o czym na szczęście Cindy Lou nie miała okazji się przekonać, działał impulsywnie i łatwo dawał się prowokować. Po za tym miał duży problem z mówieniem o swoich uczuciach i problemach, chyba wyciągając to trochę z domu rodzinnego, gdzie był tym gorszym z bliźniaków i wszystko kręciło się wokół jego brata.
- Przyszedłem zjeść z tobą śniadanie a później cię porwać - poprawił ją, a na jego ustach pojawił się łobuzerski uśmieszek. - Myślałem, że to ja jestem deserem - dodał i wygiął usta w smutną podkówkę, ale nie potrafił zmienić swoich oczu, w których nadal tańczyły rozbawione ogniki.
- Pracujesz jutro? Bo nie wiem o której mam odstawić cię do domu - zapytał.

cindy lou moore
pielęgniarka, Compton
Awatar użytkownika
28
165
ona/jej
about
i eat boys like you for breakfast

Post

Naprawdę cieszyła się z obrotu wydarzeń; nie mogła sobie wyobrazić tego lepiej. Początkowo sądziła, że byłoby za dobrze jej w życiu, gdyby znów mieli się spotkać. Zapominając o tamtych wydarzeniach, pozwoliła sobie wyrobić jakąś neutralność – co będzie, to będzie. Dziś jednak pękała z radości i zachwytu, bo obecność Jaydena również oznaczała, że nie będzie musiała siedzieć sama w domu brata i czekać aż ten wróci od partnera. Pewnie by nie wrócił. Częściej go widywała jak nie mieszkali razem. Pozwoliła sobie na puszczenie wodzów, by działo się, to co miało się dziać i chociaż trochę pomagała losowi, tym razem aż taka bezpośrednia nie zamierzała być. Musiała mimo wszystko zachować namiastkę dobrego zdania o sobie. Gdyby zaakceptowała swoją ochotę na więcej, mogłaby przestać to kontrolować.

Skinęła głową z uśmiechem, trochę zadowolona ze swojego daru perswazji. Nie chciała go zmuszać całkowicie do zamówienia czegoś, co nie leżało w jego guście, ale fakt, że chciał spróbować świadczył o nim naprawdę wiele. Nie był zamknięty w swoich przekonaniach, więc to dobrze.

– Ostatnio wyznaję zasadę, by nie stawiać oporu, bo to właściwie bez sensu – odparła beztrosko, za moment uśmiechając się nieznacznie. Tym również dała mu do wiadomości (o ile przyjął, a taką miała nadzieję), że chciałaby więcej. Nic jednak nie powiedziała konkretnie, a raczej dosłownie. Wciąż obawiała się oceniania, chociaż doskonale wiedziała, że nie tylko ona gra w ukryte słówka. Bo tak – chciała zostać porwana, podpuszczała go nieco, by wyszli stąd razem. I coraz bardziej podobało jej się jaką ma w sobie moc, by znów osiągnąć to, czego pragnęła. A chciała się zabawić, spędzić czas miło i aktywnie, zobaczyć też oraz poczuć więcej niż ostatnio.

Chciała też poznać Jaydena lepiej. Pozwalała sobie zauroczyć się nim, co pewnie równie wspaniale złamie jej serce, lecz teraz nie przejmowała się tym. Chwytała chwilę, która jest wystarczająco ulotna. Poznawała przy tym siebie, zadziwiając się, że ma w sobie tak dużo swobody. Jeszcze zdąży się przekonać, że Jayden potrafi być impulsywny i działać bez namysłu, ale czy i ona tego nie robi? Wierzyła, że nie skrzywdzi jej (pomimo złamanego serca, lecz o tym jeszcze nie myślała).

Kelnerka przyniosła ich zamówienia, a oczy Cindy Lou rozbłysły na widok sosu klonowego, obficie polanego po naleśnikach. Za chwilę jednak uśmiechała się już nie na widok śniadania, a na słowa Jaydena. Rozbawił ją.

– W porządku, twoja propozycja deseru jest równie kusząca – mruknęła z rozbawieniem, chociaż przez to też zaczynała odczuwać coś dziwnego. Nagle pragnęła skrócić dystans między nimi; ten stół był zupełnie niepotrzebny. – Jutro idę na nocną zmianę. Zaczynam o dwudziestej. Chyba wystarczająco czasu, prawda?


Jayden Harris
brak szacunku do innych graczy, słabe hajdy
szarli
barman | diler, Westwood
Awatar użytkownika
24
195
on / jego
about
In Los Angeles, everyone is a star

Post

- Mówisz, że całkowicie oddajesz się w ręce losu? - zapytał, unosząc przy tym brew. Jayden nie był aż taki odważny i lubił mieć choć trochę kontroli nad tym, co się z nim dzieje, bo zdążył się już przekonać, że los bywa przewrotny. Co nie zmieniało faktu, że w dalszym ciągu wyznawał zasadę carpe diem i często dawał porwać się chwili. Ale mimo wszystko, szczęściu czasami trzeba było trochę pomóc, bo było nieśmiałe i nie do każdego przychodziło od tak.
Faktycznie, Cindy Lou miała w sobie moc i zaczynała powoli okręcać sobie Jaydena wokół palca, ale on w pełni świadomie jej na to pozwalał. Uważał to za o tyle niewinne, że bez protestów pozwalał jej oplątywać siebie w pajęcze sieci utkane z uroku osobistego. A apetyt rósł mu w miarę jedzenia, więc co będzie, gdy skosztuje jej więcej niż tylko mały kęs, jak ostatnio?
W międzyczasie kelnerka przyniosła ich zamówienie, a blondyn skupił się na chwilę na postawionych przed nimi talerzach, czując jak robi się głodny i zaczynają mu pracować ślinianki.
- Czyli wygrałem z sernikiem? Chyba będę musiał wpisać to sobie do CV - zaśmiał się i wziął w dłonie sztućce, uprzednio odwijając je z serwetki. Bez zbędnych grzeczności wyciągnął swoje długie ręce w stronę talerza szatynki i ukroił sobie nieco jej śniadania, chcąc wziąć wszystko na jeden gryz - czyli i naleśniki i bekon i sos klonowy. Zmarszczył nos, jakby nadal niedowierzając, że to połączenie może być jakkolwiek zjadliwe i wpakował wszystko do buzi, dokładnie przeżuwając. Chwilę mu to zajęło, bo musiał się zastanowić nad ostatecznym werdyktem, który jednak nie był zaskakujący.
- Nie jest takie tragiczne, ale i tak bym tego nie zamówił - wzruszył ramionami, następnie biorąc łyka kawy, by przepić słodki smak sosu klonowego. Jego śniadanie wyglądało znacznie lepiej, więc Harris nie zamierzał dłużej czekać, aż mu wystygnie.
- Smacznego - rzucił i zabrał się za pałaszowanie wszystkiego po kolei, jako że miał na talerzu kilka różnych produktów do przetestowania.
- Wystarczająco. Boję się tylko, że pójdziesz do pracy niewyspana i przez przypadek podłączysz komuś złą kroplówkę. Wiesz, nie chce żeby jakiś staruszek zszedł przeze mnie z tego świata - odparł z rozbawieniem, choć mówił całkowitą prawdę - nie zamierzał dać jej się wyspać. A skoro miało być to porwanie, to musiało się odbywać na jego zasadach.

cindy lou moore
pielęgniarka, Compton
Awatar użytkownika
28
165
ona/jej
about
i eat boys like you for breakfast

Post

Roześmiała się, kiwając głową i przybierając minę niewiniątka. Poddaje się całkowicie i zdaje na niego. Chciałaby potrafić flirtować z facetami, chciałaby lepiej uwodzić, lecz na ten moment pozostawało jej być uroczą, słodką dziewczyną. Nie sądziła, że owijała go skutecznie wokół palca; a tym bardziej, że pozwalał na to. Cieszyła się jego uwagą i staraniami, bo nie miała swoich adoratorów. Odrzucała każdego, bojąc się konsekwencji, zakochania i złamanego serca. Tym razem gotowa była zaryzykować, oddać się całkowicie zabawie i spędzić czas w towarzystwie nowego przyjaciela. Przy tym pragnęła odkryć siebie na nowo. Wzbudził w niej coś, co było ukryte od dawna.

– Wygrałeś, dam ci rekomendację. – Nie potrzebowała deseru, skoro miała mieć Jaydena. Poza tym, nie miała ochoty na sernik ani nic innego słodkiego, skoro jej śniadanie poniekąd było pierwszą częścią deseru. Nie mogła się doczekać aż w końcu odda się wodzy ryzyka i zabawy. Podobał jej się, polubiła go też pod normalnym kątem, bo potrafił ją rozbawić. Śmiała się przy nim, czuła się swobodnie i rozumiał wszelkie jej aluzje. A co najważniejsze – chciał tego samego, co ona, nie będąc przy tym nachalnym.

Odchyliła się nieznacznie, gdy sięgał sobie kawałek jej śniadania. Uśmiechała się przy tym, obserwując go uważnie, jakby ciekawa była werdyktu. Pochyliła się, mrużąc oczy i przesunęła językiem po dolnej wardze, nie mogąc doczekać się aż i ona spróbuje. W końcu zabrała się za jedzenie, gdy zobaczyła jego minę świadczącą o tym, że niezbyt mu smakuje. Śmiała się przy tym cicho, więc zasłoniła usta, by nie wyglądało to źle.

– Może kiedyś zmienisz zdanie. Chyba, że wystarcza ci słodyczy – wskazała na siebie, uśmiechając się uroczo i znów parsknęła śmiechem[/b] – że już nie potrzebujesz sosu klonowego. To jest zrozumiałe.[/b]

Z czasem jej śniadania ubywało, bo była naprawdę głodna po ciężkiej zmianie w pracy. Jednak jej apetyt wzrastał na coś zupełnie innego. Nie mogła się skupić na naleśnikach, gdy zerkała na Jaydena, a jak zaczął opowiadać o zmęczeniu, które czeka ją kolejnego dnia, aż westchnęła cicho. Wysunęła stopę, zahaczając nią o łydkę Harrisa i przesunęła nieco wyżej, zerkając na niego dyskretnie, by nie dojrzał jej spojrzenia.

– Będę bardzo niewyspana? No cóż, dam radę, najwyżej będę się obijać. Na nockach niewiele się dzieje. A jeśli będę miała dobry powód do rozmyślania i wspomnień z dzisiejszego wieczora… Może nie zasnę? Może nikogo nie zabiję przy tym. – Uśmiechnęła się, odsuwając od siebie talerz. Zjadła prawie wszystko, ale trochę zostawiła. Rozproszona była wizją niedalekiej przyszłości i naprawdę nie mogła się już doczekać. – Więc? Co planujesz? Jakiś okup? Od razu mówię, nie wiem czy ktoś ci go da. Ale może jakoś sama się wykupię?


Jayden Harris
brak szacunku do innych graczy, słabe hajdy
szarli
ODPOWIEDZ

Wróć do „Cedars-Sinai Medical Center”